InvestMap, Ogólnopolski Portal Inwestycyjny
biznes, podatki, bezrobocie, waluty, giełda...
Dodaj komentarz Dodaj wiadomość

Nieruchomości

Rynek mieszkaniowy daleki jest od stabilizacji

Postprzez anubis » Czwartek, 10 Grudzień 2009, 17:20

wnp.pl (Piotr Stefaniak) - 10-12-2009 16:10

W tym roku deweloperzy sprzedadzą ok. 50 tys. nowych mieszkań i ten poziom transakcji, przy mniejszych o 10-25 proc. cenach niż rok temu, wyznaczy względną stabilizację rynku mieszkaniowego na dwa najbliższe lata.
Później popyt zacznie rosnąć ponad ten poziom, a ponieważ zmniejszy się podaż nowych mieszkań, z powodu wstrzymania obecnie procesów inwestycyjnych przez deweloperów, rynek znów wejdzie w okres destabilizacji. Ceny zaczną rosnąć przez kolejne dwa lata - aż wznowiony zostanie proces inwestycyjny i zwiększy się podaż.

Taki jest możliwy scenariusz rozwoju sytuacji, jaki przedstawiono podczas konferencji "Rynek mieszkaniowy 2009."
- Niedawne cykle koniunktury na światowym rynku nieruchomości trwały po ok. 11 lat z sześcioletnią faz ą wzrostu, gdy realne ceny rosły o 45 proc. oraz z pięcioletnią fazą spadków, kiedy ceny malały o 25 proc. - powiedział prof. Władysław Jan Brzeski, partner firmy analitycznej REAS. - Obecny cykl, który zaczął się w 1997 roku, charakteryzował się nadmiernym wzrostem cen w stosunku do "uzasadnionej" fundamentalnie wartości nieruchomości, co spowodowało pęknięcie bańki.

Według niego, korekta cen będzie trwała do ok. 2011 roku, choć ceny nie powrócą - zgodnie z tendencją wzrostu dochodów - do poziomu z początku cyklu.

Zbliżone tendencje występują w Polsce. Charakterystyczne jest przy tym to, że choć mamy już bardziej dojrzały rynek mieszkaniowy, niż podczas poprzedniego kryzysu z początku dekady, wtedy za jedną średnią płacę można było kupić prawie 1 m kw. mieszkania, a dziś - tylko 0,55 m kw. Nadal wysoka cena mieszkań w połączeniu ze spadkiem liczby i wartości udzielanych kredytów (z badania REAS wynika, że 53 proc. budowanych mieszkań nie korzysta z kredytu) są głównymi powodami, że popyt się zmniejszył.

- Innym skutkiem jest zmiana struktury popytu - mówił Kazimierz Kirejczyk, prezes zarządu REAS.

Wyraźnie zmalał popyt na rynku pierwotnym, a wzrósł na rynku wtórnym, podobnie jak zainteresowanie budową domów jednorodzinnych. Rośnie popyt na małe mieszkania (dwupokojowe do ok. 40-45 m kw.), zdecydowanie spadło zainteresowanie apartamentami - ich ceny zresztą najbardziej spadły, bo o 20-30 proc.
- Nie ma jednak ani masowych bankructw deweloperów, ani załamania cen, czego doświadczyła np. Hiszpania - dodał prezes Kirejczyk.

Co równie istotne, największe redukcje transakcji i cen dotknęły Warszawę, gdzie m.in. silnie operowali inwestorzy "spekulacyjni", podczas gdy np. w Krakowie zmiany te mają łagodny przebieg. Po tych korektach, udział rynku stołecznego w rynku pięciu największych aglomeracji (gdzie koncentruje się 60 proc. realizowanych przez deweloperów mieszkań i domów), zmalał z 45 do 30 proc. W sumie, prognozowana wartość rynku deweloperskiego w tym roku wyniesie 17 mld zł.

Źródło: http://budownictwo.wnp.pl/rynek-mieszka ... 1_0_0.html

Awatar użytkownika
anubis

 
Posty: 3669
Ostatnio zalogowany: 20-07-2010

Rynek mieszkaniowy: Nie będzie luki podażowej

Postprzez anubis » Piątek, 11 Grudzień 2009, 10:48

Rzeczpospolita 2009-12-11

W listopadzie rynek mieszkaniowy w Polsce nadal dochodził do równowagi pomiędzy oczekiwaniami nabywców a ofertą deweloperów - ocenia tabelaofert.pl. Zdaniem Macieja Dymkowskiego rynkowi nowych mieszkań nie grozi luka podażowa


Średnia cena ofertowa znowu zbliżyła się do średniej ceny mieszkań sprzedanych w głównych miastach Polski - wynika z analizy przygotowanej przez serwis nieruchomości tabelaofert.pl. Złożył się na to zarówno niewielki spadek średniej ceny oferty w stosunku do października b.r. (o 0,8%) jak i trochę większy wzrost średniej ceny mieszkań sprzedanych (o 1,5%).



- Pierwszą zmianę tłumaczyć należy przede wszystkim rozpoczęciem sprzedaży nowych inwestycji wycenionych z uwagi na aktualne warunki rynkowe poniżej średniej ceny dotychczasowej oferty, natomiast wzrost średniej ceny mieszkań sprzedanych najlepiej tłumaczy proces wyprzedawania się najbardziej atrakcyjnych cenowo lokali - mówi Maciej Dymkowski, prezes Zarządu serwisu nieruchomości tabelaofert.pl



Zaczyna brakować gotowych mieszkań

Zdaniem autorów analizy przy utrzymującym się na dość wysokim i stabilnym poziomie wolumenie sprzedaży mieszkań, z każdą kolejną transakcją spada dostępność najbardziej atrakcyjnych lokali gotowych. W pierwszej kolejności sprzedają się bowiem mieszkania, do których można wejść, obejrzeć je i dotknąć bez ryzyka niedokończenia inwestycji przez dewelopera.

- Jest to racjonalny wybór klientów, którzy obecnie mają jeszcze taką możliwość. Należy jednak pamiętać, że w pierwszej połowie b.r. i pod koniec ubiegłego bardzo niewielu deweloperów decydowało się na rozpoczynanie nowych inwestycji, co oznacza, że wśród mieszkań gotowych w przyszłym roku coraz trudniej będzie znaleźć najbardziej popularne na rynku funkcjonalne mieszkania dwu- i trzypokojowe - uważa Maciej Dymkowski.



Dalszych obniżek raczej nie będzie

Średnia cena mieszkań dostępnych w ofercie w siedmiu głównych miastach ukształtowała się w listopadzie na poziomie 7 786 PLN/mkw. i była o 0,8% niższa niż w październiku. Jej spadek jest kosmetyczny i wskazuje na coraz lepsze dopasowanie oferty deweloperów do oczekiwań rynku. Średnia cena mieszkań sprzedanych utrzymuje się od początku roku praktycznie na stałym poziomie. W listopadzie wyniosła 7 033 PLN/mkw., co oznacza wzrost o około 1,5% w stosunku do ubiegłego miesiąca.

"Takie wahania (miesięczne wzrosty i spadki o około 1%) świadczą o tym, że dalsze obniżki są coraz mniej realne, szczególnie, że widoczne jest coraz większe zbieganie się oferty deweloperów i oczekiwań nabywców " - czytamy w raporcie tabeliofert.pl.



Ile są w stanie zapłacić klienci

Na poszczególnych rynkach nadal obserwujemy znaczne różnice pomiędzy średnią ceną oferty mieszkań, a średnim poziomem cen, lokali wybieranych przez nabywców. Decydują się oni bowiem przede wszystkim na lokale atrakcyjne cenowo. Największe dysproporcje w listopadzie zaobserwowano na rynku trójmiejskim i wrocławskim, gdzie sprzedawały się lokale tańsze od średniej ceny oferty odpowiednio o 15,2% i 14,5%. Należy jednak podkreślić, że w porównaniu z poprzednim miesiącem rozbieżności w oczekiwaniach deweloperów i kupujących na obu tych rynkach znacznie się zmniejszyły. Najmniejsze różnice cenowe w listopadzie zaobserwować można było w Łodzi (-7,3%), Poznaniu (-7,9% i na Śląsku (-7,4% w aglomeracji i -9,8% w samych Katowicach). W Warszawie i Krakowie sprzedawały się natomiast mieszkania średnio o około 1/10 tańsze niż poziom cen dostępnej oferty.

Praktycznie na każdym z rynków (za wyjątkiem aglomeracji śląskiej) w listopadzie obserwowaliśmy wzrost (m/m) średniej ceny mieszkań sprzedanych. Co więcej, pomimo niewielkiego spadku średniej ceny oferty mieszkań w Polsce (o -0,8%) istotne zmiany dotknęły tylko Wrocławia (-4,1%) i Krakowa (-2,4%), a na pozostałych rynkach średnia cena oferty uległa kosmetycznym wahaniom. Coraz większa akceptacja nabywców dla obecnego poziomu cen oferowanych przez deweloperów lokali wyrażona wzrostem indeksu średniej ceny mieszkań sprzedanych przy stabilnej sytuacji ekonomicznej w kraju skłania do coraz bardziej optymistycznego spojrzenia na nadchodzący rok. Z raportu tabeliofert.pl wynika, że po zdecydowanie najcięższym dla deweloperów okresie IV kw. 2008 – I kw. 2009 obserwujemy powrót do równowagi na poszczególnych rynkach.



Nie będzie luki podażowej

Po okresie wstrzymywania się deweloperów z wprowadzaniem do sprzedaży nowych inwestycji, od wakacji obserwować można pewne ożywienie inwestycyjne na rynku mieszkaniowym. O ile w Poznaniu, Wrocławiu czy Krakowie na rynek nadal trafiają pojedyncze, zwykle kameralne projekty, w Warszawie i Trójmieście deweloperzy rozpoczynają sprzedaż nowych lokali zdecydowanie częściej niż w I połowie roku. Nadal dominują inwestycje bądź ich etapy z niewielką liczbą mieszkań w ofercie, pojawiają się jednak także duże inwestycje z kilkuset mieszkaniami do nabycia.

- Rozpoczynanie przez deweloperów coraz liczniejszych projektów sprawia, że oferta mieszkaniowa na poszczególnych rynkach staje się coraz bardziej zróżnicowana – dostępne są zarówno mieszkania gotowe jak i te znajdujące się na etapie tzw. „dziury w ziemi”, co zwiększa możliwości wyboru klientów i uchroni rynek mieszkaniowy przed dużą luką podażową na przełomie 2010 i 2011 roku - mówi Maciej Dymkowski.


Autor: jaga

Źródło: http://tabelaofert.pl/wiadomosci/aktualnosc?cmn_id=1520

Awatar użytkownika
anubis

 
Posty: 3669
Ostatnio zalogowany: 20-07-2010

Rynek mieszkaniowy – listopad 2009 (raport)

Postprzez anubis » Piątek, 11 Grudzień 2009, 10:59

Awatar użytkownika
anubis

 
Posty: 3669
Ostatnio zalogowany: 20-07-2010

Rynek nieruchomości: Jesień przyniosła ożywienie

Postprzez anubis » Sobota, 12 Grudzień 2009, 00:10

Po trwających już od ponad roku spadkach cen widać pierwsze wzrosty. Czy to znak, że sytuacja na rynku nieruchomości zmieni się na dobre? - pytają analitycy Home Broke.

Najważniejszą zmianą, jaka miała miejsce w 2009 roku było odwrócenie ról- już nie sprzedający dyktowali warunki a ci, którzy chcieli kupić mieszkanie. Sprzed biur deweloperów zniknęły kolejki, a osoby sprzedające mieszkania na rynku wtórnym przestały narzekać na tłumy odwiedzających ich co dzień potencjalnych nabywców.

Image

Awatar użytkownika
anubis

 
Posty: 3669
Ostatnio zalogowany: 20-07-2010

Zapowiada się reforma budownictwa TBS

Postprzez anubis » Poniedziałek, 14 Grudzień 2009, 22:51

wnp.pl (Piotr Stefaniak)

Szykują się radykalne zmiany systemu budownictwa społecznego w Polsce. Jego podstawą będzie nowa ustawa, regulująca kompleksowo ten typ budownictwa.
Dokument w tej sprawie, pn. "Kierunki reformy systemu budownictwa społecznego - proponowane rozwiązania", przyjęło kierownictwo Ministerstwa Infrastruktury.

Budownictwo społeczne funkcjonowało w oparciu o ustawę z 1995 roku. Korzystało z preferencyjnych kredytów, udzielanych towarzystwom budownictwa społecznego (TBS) i spółdzielniom mieszkaniowym ze środków Krajowego Funduszu Mieszkaniowego (KFM), ulokowanego w Banku Gospodarstwa Krajowego. Fundusz był tworzony głownie ze środków budżetu państwa (dotacje sięgnęły 4,3 mld zł) oraz pożyczek zaciąganych w międzynarodowych instytucjach finansowych, gwarantowanych i poręczanych przez skarb państwa (2 mld zł). Dodatkowym źródłem finansowania inwestycji mieszkaniowych były aktywa samorządów gminnych, własne środki inwestorów oraz zasoby osób fizycznych (wpłaty partycypacyjne).
W latach 1995-2009 ze środków KFM udzielono 1719 kredytów na kwotę 6,64 mld zł. W tym samym okresie inwestorzy oddali do użytkowania 84,6 tys. mieszkań. Większość z nich (ok. 80 proc.) została wybudowana przez TBS, tj. wzorowane na rozwiązaniach zachodnioeuropejskich przedsiębiorstwa, działające w formule not-for-profit.

Ponieważ zmieniły się uwarunkowania społeczne oraz system instrumentów stymulowania mieszkalnictwa, nadszedł czas na gruntowną reformę systemu - ocenia Artur Polak, z Wydziału Finansowania Mieszkalnictwa i Analizy Rynku MI. Pierwszym etapem wymuszonych zmian była likwidacja KFM i przejęcie jego aktywów przez BGK, wraz ze zobowiązaniem do kontynuowania akcji kredytowej na rzecz TBS-ów i spółdzielni mieszkaniowych. Obecnie chodzi o zmianę zasad systemu wspierania budownictwa społecznego, przeznaczonego dla osób niezamożnych i średniozamożnych (dziś muszą one spełniać ustalone kryteria dochodowe i nie mieć tytułu prawnego do innego mieszkania). Należy też pamiętać, że w 2015 r. zostanie wygaszony program "Rodzina na swoim."

Nowe regulacje zakładają wzmocnienie roli gmin, poprzez dostarczenie im nowych instrumentów do tworzenie warunków zaspokajania lokalnych potrzeb mieszkaniowych. Nowe możliwości uzyskają TBS, poprzez powiązanie ich zaangażowania inwestycyjnego z celami i potrzebami samorządów gminnych. Zarazem proponuje się wprowadzić nowego typu podmiot realizujący budownictwo mieszkaniowe - fundacje budownictwa społecznego. Będzie też możliwość zaangażowania się w nowy system również spółdzielni mieszkaniowych, które wykazują obecnie znikomą aktywność inwestycyjną.

Istotne są proponowane trzy instrumenty wsparcia. Będzie to dofinansowanie części przedsięwzięcia (ok. 30 proc. kosztów inwestycji), preferencyjne kredyty udzielane przez BGK (zastąpią one kredyty udzielane ze środków KFM), o które będą mogły się ubiegać wszystkie grupy inwestorów budownictwa społecznego oraz zwolnienie od podatku CIT dochodów uzyskanych z gospodarki zasobami mieszkaniowymi i wprowadzenie dodatkowego zwolnienia z CIT dla TBS-ów, z uwagi na wymóg ich przeznaczenia w całości na realizację budownictwa społecznego.
Nowy system zakłada zachowanie partycypacji najemcy w kosztach budowy lokalu mieszkalnego i spłacanie w czynszu zobowiązań zaciągniętych w związku z inwestycją. Po upływie ustalonego w umowie okresu, mieszkanie stanie się własnością najemcy. Co istotne, program będzie otwarty dla wszystkich grup inwestorów działających na rynku. Osoby zainteresowane mieszkaniem będą się zgłaszać do inwestorów, którzy, po zgłoszeniu odpowiedniej liczby osób, będą formowali z nich Społeczne Grupy Mieszkaniowe (SGM) i budowali na rzecz członków grupy mieszkania na wynajem. Najemcy (członkowie grupy) będą mieli prawo sprzedaży wkładu partycypacyjnego na rzecz osób trzecich. W razie upadłości inwestora, mieszkania wybudowane na podstawie umowy z SGM podlegałyby wyłączeniu z masy upadłościowej.

Źródło: http://www.wnp.pl/nieruchomosci/zapowia ... 1_0_0.html

Awatar użytkownika
anubis

 
Posty: 3669
Ostatnio zalogowany: 20-07-2010

Ceny nowych mieszkań będą rosnąć

Postprzez anubis » Poniedziałek, 14 Grudzień 2009, 22:53

wnp.pl, mat. pras.

W przyszłym roku możemy spodziewać się realnego wzrostu cen nowych mieszkań ze względu na malejącą liczbę inwestycji.
Analitycy rynku obliczają, że w największych polskich miastach do kupienia jest ok. 30 tys. nowych mieszkań, z czego w Warszawie, ok. 11 tys. lokali. W II kw. 2009 r. było ich w stolicy 13,2 tys., a pod koniec ubiegłego roku - 16,8 tys. Jak widać nowo wybudowanych mieszkań ubywa.

Ostatnie wyliczenia GUS wskazują na dalszy spadek aktywności inwestorów, jeśli chodzi o realizację nowych inwestycji mieszkaniowych. W ciągu dziesięciu miesięcy br. w kraju rozpoczęto budowę ponad 124 tys. co wskazuje na ok. 22 proc. spadek w porównaniu z analogicznym okresem ub. roku. Liczba wydanych pozwoleń na budowę zmniejszyła się natomiast w porównaniu z okresem styczeń-październik ur. o ponad 24 proc. W przypadku samych deweloperów, w ciągu dziesięciu miesięcy br. firmy rozpoczęły budowę ponad 35 tys. mieszkań, co oznacza prawie o 48 proc. mniej niż w 2008 r. Spadła również liczba mieszkań, na których budowę uzyskali oni pozwolenie o niemal 40 proc.
Istotną sprawą jest fakt, że w wielu przypadkach rozpoczęcie inwestycji przez firmy deweloperskie ma charakter wyłącznie formalny, czysto teoretyczny. Projekty są też mocno ograniczane w porównaniu z pierwotnymi założeniami. Znaczna część inwestycji rozpoczynanych w tym roku to inwestycje największych spółek, które dysponują gruntami i gotówką.

Mieszkania od dawna już nie tanieją, a nawet w niektórych miastach zaczęły od kilku miesięcy wykazywać tendencje wzrostowe. Stabilizacja stawek to fakt. Dzisiaj należy zastanawiać się raczej, o ile mogą wzrosnąć ceny, niż czy możemy jeszcze liczyć na obniżki.

- Ponieważ powstaje niewiele nowych inwestycji, na rynku pierwotnym zmniejsza się podaż i wkrótce nie będzie dużego wyboru mieszkań. Deweloperzy, którzy rozpoczną nowe projekty przyciągną kupujących samym faktem realizacji inwestycji. Ceny szczególnie tych najatrakcyjniejszych małych, jedno-, dwupokojowych mieszkań w przygotowywanych projektach prawdopodobnie w przyszłym roku pójdą w górę. Z tego względu wprowadziliśmy umowy rezerwacyjne na lokale budowane w kolejnym etapie osiedla Alpha, które zagwarantują naszym klientom niezmienność stawek w przyszłym roku. - Teresa Witkowska, dyrektor sprzedaży w RED Real Estate Development.

Na rynku zaczynają dominować mieszkania z bliskim terminem ukończenia. W Warszawie mieszkań planowanych do oddania w 2009-2010 roku jest aż 88 proc. Z obliczeń firmy Reas wynika, że od początku roku do września wprowadzono na stołeczny rynek zaledwie ok. 2,5 tys. Drastycznie spada liczba rozpoczynanych inwestycji. Kiedy zaś obniży się podaż, cena metra kwadratowego zacznie rosnąć. Nie będzie to wzrost podobny do tego z czasu hossy, ale nowe mieszkania podrożeją. Szczególnie te najpopularniejsze, małe, jedno-, dwupokojowe.

Źródło: http://www.wnp.pl/nieruchomosci/ceny-no ... 1_0_0.html

Awatar użytkownika
anubis

 
Posty: 3669
Ostatnio zalogowany: 20-07-2010

Dwewloperzy: Hossa przyjdzie na rynek, ale dopiero za pięć lat

Postprzez anubis » Poniedziałek, 14 Grudzień 2009, 23:01

Awatar użytkownika
anubis

 
Posty: 3669
Ostatnio zalogowany: 20-07-2010

Więcej nowych mieszkań

Postprzez anubis » Piątek, 18 Grudzień 2009, 11:09

Dzisiaj, 09:34:45, autor efi

W okresie styczeń - listopad 2009 r. oddano do użytkowania 143,3 tys. mieszkań, tj. o 5,9 proc. więcej niż przed rokiem i o 23 proc. więcej niż w analogicznym okresie 2007 r. - poinformował Główny Urząd Statystyczny.

W ciągu jedenastu miesięcy 2009 r. rozpoczęto budowę 134,5 tys. mieszkań, tj. o 19,8 proc. mniej niż w analogicznym okresie 2008 r. Liczba wydanych pozwoleń zmniejszyła się natomiast w porównaniu z okresem styczeń - listopad 2008 do 164,1 tys. mieszkań, tj. o 23,5 proc.

W okresie styczeń - listopad wzrost liczby mieszkań oddanych do użytkowania odnotowano w siedmiu województwach, z czego [b]największy w województwie dolnośląskim (o 26,4 proc.) [/b ] i małopolskim (o 24,9 proc.). W województwie mazowieckim wybudowano o 10,9 proc. mieszkań więcej niż przed rokiem. W pozostałych województwach oddano do użytkowania mniej mieszkań niż w ciągu jedenastu miesięcy 2008 r, w tym w województwie warmińsko-mazurskim mniej o 31,7 proc., świętokrzyskim – o 15,8 proc., i lubelskim – o 10,7 proc.

Źródło: http://www.wroclaw24.net/news.php?id=33589

Awatar użytkownika
anubis

 
Posty: 3669
Ostatnio zalogowany: 20-07-2010

Mieszkaniówka: Polacy wolą domy

Postprzez anubis » Piątek, 18 Grudzień 2009, 11:21

W listopadzie tego roku do użytku oddano o 2,8 tys. więcej mieszkań niż przed rokiem – wynika z danych GUS. Od stycznia do listopada liczba ukończonych budów wzrosła o 5,9 proc.

W skali 12 miesięcy (a więc porównując okres od grudnia 2008 do listopada 2009 z 12 miesiącami w okresie grudzień 2007 – listopad 2008) liczba oddanych do użytku mieszkań wzrosła o 13,2 proc. – więcej niż oczekiwaliśmy (po październiku było to 10,3 proc.). Listopad okazał się zaskakująco dobrym miesiącem pod względem kończonych budów – lepszym od listopada z ubiegłego roku.

Oczywiście cały czas należy pamiętać, że wyższa liczba budów kończonych w tym roku jest tylko echem hossy budowlanej w latach poprzednich. O bieżącej kondycji budownictwa mieszkaniowego lepiej informują inne dane GUS.

Liczba budów rozpoczętych w okresie styczeń-listopad była o 19,8 proc. niższa w tym samym okresie poprzedniego roku. Warto jednak pamiętać, że po październiku spadek sięgał 21,9 proc., a w wakacje przekraczał 25 proc. Zatem możemy mówić o poprawie dynamiki rozpoczynanych inwestycji mieszkaniowych. Jest to zasługą działań deweloperów, którzy co prawda rozpoczęli w omawianym okresie o 37,5 proc. mniej inwestycji niż w 2008 roku, ale pod koniec wakacji spadek ich aktywności dochodził do 50 proc. Zatem także w ich przypadku poprawa jest wyraźna i zdaje się obiecywać, że wbrew wcześniejszym zapowiedziom, w latach 2010-2011 nie będzie dziury podażowej spowodowanej niską aktywnością deweloperów (zresztą – jak pokazują inne dane, Polacy zdają się wcale nie czekać z utęsknieniem na nowe mieszkania – o czym niżej.) Zwłaszcza, że skala zmniejszenia ich aktywności jest zsynchronizowana – jak do tej pory – z dynamiką udzielonych kredytów hipotecznych, których w 2009 roku udzielono o 35 proc. mniej niż w 2008 roku (dane do III kwartału).

Tempa nie zwalniają inwestorzy indywidualni. Liczba budów rozpoczętych przez nich jest o 7 proc. niższa niż przed rokiem, ale przed miesiącem spadek wynosił 7,7 proc., a przed dwoma 8,2 proc. Także i w tej grupie inwestorów poprawa jest zatem widoczna z każdym kolejnym miesiącem. Udział inwestorów indywidualnych w nowych inwestycjach wynosi 64 proc. (przed miesiącem 65,5 proc.). Nadal więc to od inwestorów indywidualnych bardziej zależy przyszłość budownictwa mieszkaniowego w Polsce, w sytuacji gdy udział deweloperów w nowych inwestycjach spadł poniżej 30 proc.

Liczba wydanych do końca listopada pozwoleń na nowe budowy spadła o 23,5 proc. Podobna dynamika (między 23-24 proc.) utrzymuje się od kilku miesięcy. Widać więc, że pod względem liczby uzyskiwanych pozwoleń sytuacja ustabilizowała się. Liczba pozwoleń dla deweloperów spadła o 38,9 proc. (niewiele mniej niż przed miesiącem), a dla inwestorów indywidualnych o 9,5 proc. (bez większych zmian w ostatnich miesiącach). Udział inwestorów indywidualnych w odebranych pozwoleniach wyniósł 57,9 proc., a deweloperów 35,2 proc. Jeśli dane GUS odzwierciedlają rzeczywistość, to nie jest nam daleko do stwierdzenia, że Polaków interesuje przede wszystkim budowa własnych domów, a nie ich zakup od deweloperów, co ma naturalnie swój sens ekonomiczny (budowa metra kwadratowego domu jest znacząco tańsza do zakupu metra kwadratowego nowego mieszkania).

Emil Szweda
Open Finance

Źródło: http://www.inwestycje.pl/nieruchomosci/ ... 230;0.html

Awatar użytkownika
anubis

 
Posty: 3669
Ostatnio zalogowany: 20-07-2010

Re: Nieruchomości

Postprzez anubis » Sobota, 19 Grudzień 2009, 22:40

Awatar użytkownika
anubis

 
Posty: 3669
Ostatnio zalogowany: 20-07-2010

Banki udzielają coraz mniej kredytów na nieruchomości

Postprzez anubis » Poniedziałek, 21 Grudzień 2009, 18:19

mapi, PAP 2009-12-21, ostatnia aktualizacja 2009-12-21 15:00

- W listopadzie banki udzieliły o 885,5 mln zł mniej kredytów na nieruchomości dla gospodarstw domowych niż w analogicznym okresie rok wcześniej - poinformował NBP
W październiku wartość udzielonych przez banki kredytów na nieruchomości dla gospodarstw domowych wzrosła o 3,377 mld zł. W listopadzie spadła wartość kredytów udzielonych przez banki w walutach - w skali miesiąca spadła ona o 2,620 mld zł. Wzrosła z kolei wartość kredytów w złotych - w listopadzie wartość kredytów wzrosła o 1,734 mld zł po tym, jak w październiku nastąpił wzrost o 2,025 mld zł.

Źródło: http://wyborcza.biz/biznes/1,100896,738 ... mosci.html

Awatar użytkownika
anubis

 
Posty: 3669
Ostatnio zalogowany: 20-07-2010

Re: Nieruchomości

Postprzez anubis » Poniedziałek, 21 Grudzień 2009, 19:09

Image

Żródło: Rzeczpospolita

Awatar użytkownika
anubis

 
Posty: 3669
Ostatnio zalogowany: 20-07-2010

Wrocław: Upadek developera i rodzinne tragedie

Postprzez anubis » Wtorek, 22 Grudzień 2009, 19:13

Developer, który przerwał budowę ponad 70 mieszkań w Kiełczowie pod Wrocławiem złożył wniosek o upadłość z tzw. porozumieniem.

Przypomnijmy, że lokale miały być gotowe już rok temu, ale firma PDM Development źle zainwestowała pieniądze i nie miała za co kontynuować prac. Sytuacja jest o tyle tragiczna, że wielu klientów zapłaciło już 100 proc. ceny. Szanse na odzyskanie są nikłe, bo mieszkańcy nie są jedynymi wierzycielami.

- Na odzyskanie wszystkiego szans nie ma, ale dzięki porozumieniu można walczyć przed sądem o przejęcie działki, a nie tylko podział majątku inwestora, co nastąpiłoby w przypadku zgłoszenia zwykłej upadłości - tłumaczy prawnik mieszkańców Dariusz Smereka.

O wszystkim zadecyduje sąd. Ale nawet jeśli uda się wywalczyć prawa do nieruchomości, najpierw trzeba będzie zapłacić półtora miliona złotych, za zadłużoną ziemię, a później dokończyć budowę za własne pieniądze. Taki był warunek porozumienia. Pewne jest tylko jedno - sprawa potrwa jeszcze co najmniej rok, a niektóre rodziny nie mają gdzie mieszkać.

Źródło: http://www.prw.pl/articles/view/14555/u ... e-tragedie

Awatar użytkownika
anubis

 
Posty: 3669
Ostatnio zalogowany: 20-07-2010

Oferty wykonawcze staniały nawet ponad 30%

Postprzez anubis » Środa, 23 Grudzień 2009, 12:18

wnp.pl (JM) - 22-12-2009 10:13

- Wartości ofert wykonawczych sprzed dwóch lat były na poziomie 7-10% wyższym niż obecnie – zauważa Wojciech Szweda, Kierownik Działu Zarządzania Kosztami i Przetargami, Tebodin SAP-Projekt. - Jednak porównując oferty sprzed roku, czyli piku budowlanego, do obecnie kształtujących się, to różnica w ich spadku jest ogromna.
Jako przykład przedstawiciel Tebodin SAP-Projekt wskazuje przeprowadzony przez spółkę przetarg na tych samych warunkach kontraktowych i projektowych w różnych okresach realizacji, czyli w październiku 2008 r. i sierpniu 2009 r. Realna wartość spadku wartości zamówienia wyniosła w tym czasie 34%.

- Największe oszczędności można obecnie uzyskać dzięki konkurencji na rynku dostawców, zarówno materiałów jak i usług - mówi Wojciech Szweda. - Dobra znajomość rynku wykonawców daje możliwość uzyskania, w drodze konkursu ofert, korzystnych cen na roboty czy materiały.
Jako drugi sposób obniżenia kosztów nasz rozmówca wskazuje tzw. inżynierię kosztów, odnosząca się zarówno do rozwiązań projektowych, metod realizacji, jak i zastosowanych materiałów. - Wnikliwa analiza specyfikacji przetargowej przez specjalistów z poszczególnych branż i dobór zamiennych, mieszczących się w ramach specyfikacji i projektu rozwiązań, jest szansą na uzyskanie znacznych oszczędności - mówi Wojciech Szweda.

Oczywiście wszelkie zmiany projektowe muszą zostać zaakceptowane przez inwestora i jego projektanta. Opracowując zapytanie ofertowe do oferentów, Tebodin ustala, że w ramach przetargu oferenci mogą i powinni złożyć swoje propozycje alternatywnych rozwiązań projektowych generujących oszczędności na projekcie. Wówczas wykazują to na osobnym arkuszu cenowym pokazując, jaki miałoby to wpływ na wartość całkowitą wyceny określonej przez nich zgodnie z dokumentacją przetargową.

- Nie wszyscy wykonawcy i oferenci korzystają z takiej możliwości, a szkoda, ponieważ tym samym tracą punkty za aktywność w przetargu i zrozumienie założeń budżetowych inwestorów - uważa Wojciech Szweda.

Źródło: http://www.wnp.pl/nieruchomosci/oferty- ... 1_0_0.html

Awatar użytkownika
anubis

 
Posty: 3669
Ostatnio zalogowany: 20-07-2010

Deweloperzy ruszają z nowymi inwestycjami

Postprzez anubis » Sobota, 26 Grudzień 2009, 14:33

- Wyprzedajemy gotowe mieszkania i zaczynamy realizować nowe projekty - mówią deweloperzy. Tym razem nowe inwestycje będą dokładnie dopasowane pod klienta
-
Deweloperzy zaczęli chwalić się swoimi nowymi projektami, z dumą pokazywali działki, na których pracują już pierwsze maszyny lub też wkrótce wjedzie na nie ciężki sprzęt. Wszyscy przekonywali, że to najwyższa pora, by rozpocząć nowe budowy i nie oglądać się na kryzys.
-
Zupełnie inaczej wyglądało to jeszcze kilka miesięcy temu. Deweloperzy straszyli, że grozi nam budowlana posucha. "Za rok zabraknie nowych domów", "Koniec inwestycji", "Deweloperzy straszą, że zabraknie mieszkań", "Kolejne projekty lądują w szufladach" - to tylko kilka z tytułów, którymi byliśmy zewsząd atakowani. Inwestorzy przekonywali, że kryzys zmusza ich do zmiany polityki budowlanej. Czarne scenariusze były winą wszędobylskiego kryzysu. Tak się jednak nie stało. Co się zmieniło w ciągu tych kilku miesięcy?

Po pierwsze deweloperzy zmienili politykę cenową. Zaczęli dawać coraz większe upusty na mieszkania, by zachęcić kupujących do odwiedzenia swoich biur sprzedaży. W czerwcu i lipcu wiele firm zaczęło się nawet chwalić lepszymi wynikami finansowymi, które osiągnęły dzięki upustom. Jeden z inwestorów przekonywał nawet, że dzięki dużym rabatom potroił sprzedaż mieszkań. Cieszyli się także klienci, przez kilka miesięcy rabat gonił rabat, w każdy weekend były dni otwarte, podczas których były specjalnie przygotowane ceny o kilkanaście procent niższe.

Po drugie deweloperzy zauważyli, że zaczyna im brakować małych lokali. Kryzys zmienił świadomość Polaków, coraz mniej osób chce się zadłużać na kilkadziesiąt lat. Najwięcej spośród kupujących dopytuje się o mieszkania jedno- lub dwupokojowe do kwoty 300 - 350 tys. zł. W większości dostępnych na stołecznym rynku inwestycjach takich mieszkań już nie ma, można przebierać pośród mieszkań o większym metrażu a zatem i dużo droższych. Szansą na zdobycie nowych klientów okazały się duże upusty na wybudowane już lokale lub rozpoczęcie nowych budów z większą liczbą mieszkań, ale o mniejszych powierzchniach.
-
Pozytywne informacje docierają do nas niemal każdego dnia. Firmy analizują rynek i coraz śmielej wyciągają swoje projekty z szuflady, które trafiły tam wskutek kryzysu. Największe plany ma firma Ronson, która przymierza się do rozpoczęcia pięciu nowych inwestycji i dokończenia dwóch swoich budów w Warszawie. W sumie ma powstać ponad pięćset mieszkań. Poza stolicą nowe projekty mają pojawić się we Wrocławiu i Szczecinie.

Nowe projekty cieszą. Widać początek końca kryzysu na polskim rynku nieruchomości. Klienci mogą wybierać spośród nowych inwestycji. To sprawia, że deweloperzy są coraz bardziej chętni do udzielania upustów na ukończone już inwestycje. A nowe budowle są coraz tańsze, niektóre nawet o 10-20 proc. od tego co już jest dostępne na rynku.

Dariusz Brzostek

Źródło: http://gazetadom.pl/

Awatar użytkownika
anubis

 
Posty: 3669
Ostatnio zalogowany: 20-07-2010

Co czwarta rodzina kupiła mieszkanie od spółdzielni

Postprzez anubis » Poniedziałek, 28 Grudzień 2009, 22:29

Marcin Rybak 2009-12-28 17:51:20, aktualizacja: 2009-12-28 17:51:20


Jest więcej czasu na wykup lokalu od spółdzielni. Nowe przepisy ucieszą 60 tysięcy rodzin z Wrocławia.

Tylko jedna czwarta lokatorów największych wrocławskich spółdzielni mieszkaniowych skorzystała z prawa do taniego wykupu spółdzielczych mieszkań - wyliczyła "Polska-Gazeta Wrocławska".

Dla tych, który nie zdążyli tego zrobić (szacuje się, że może to być nawet 60 tysięcy rodzin), mamy dobrą wiadomość. Termin na złożenie dokumentów, choć miał minąć dzisiaj, przedłużono do czerwca 2010 roku. W ubiegłym tygodniu, rzutem na taśmę, weszła bowiem w życie ustawa przedłużająca prawo do wykupu lokali za niższą opłatą. Właścicielem mieszkania lokatorskiego ciągle można więc stać się już za kilkaset złotych.

Czy ustawa wejdzie w życie na czas, nie było wiadomo do ostatniej chwili. Dlatego wrocławskie spółdzielnie od kilku tygodni zasypywano lawiną wniosków.
- W ostatnim czasie dostajemy ich po kilkadziesiąt dziennie - przyznaje Małgorzata Kopa, wiceprezes Wojewodzianki.
Prawo do przejęcia mieszkania lokatorskiego albo własnościowego Sejm dał spółdzielcom już w 2001 roku, ale najkorzystniejsze zasady obowiązują od lipca 2007 r. Rok temu Trybunał Konstytucyjny uchylił te przepisy. Sejm miał do dzisiaj czas na poprawienie prawa, a spółdzielcy - na tani wykup.

Kilka dni temu niekonstytucyjne zapisy prawa posłowie zastąpili jednak... identycznymi w treści. Mają obowiązywać do czerwca. Oburzeni szefowie spółdzielni zapowiadają nowe skargi. Posłowie przekonują, że poprawili całą ustawę o spółdzielniach i tym razem Trybunał Konstytucyjny nie uchyli przepisów.

Na sejmowym prezencie najbardziej skorzystają lokatorzy dwóch bloków SM Południe z ul. Komandorskiej we Wrocławiu. Co prawda, przepisy nakazują, by procedura wykupu mieszkania nie trwała dłużej niż trzy miesiące, jednak spółdzielcy z Komandorskiej czekają już po kilkanaście miesięcy, a nawet dłużej. - Swój wniosek złożyłem w 2001 roku - mówi Mirosław Chrobot. - Wciąż nie mogę się doczekać.

Prezes SM Południe Józef Śnieżek przekonuje, że to nie wina spółdzielni, a problemów z własnością gruntu pod budynkami. - Mamy go w użytkowaniu wieczystym. Nie z naszej winy ślimaczy się procedura przejęcia przez spółdzielnię tej ziemi na własność - mówi prezes. - Lokatorzy i teraz mogą wykupić mieszkanie, ale będzie to dla nich mniej korzystne. Dlatego przekonujemy ich, żeby jeszcze chwilę poczekali. Dzięki nowym przepisom na pewno zdążymy z załatwieniem wszystkich wniosków na czas.

Warto wiedzieć
- Jak kupić mieszkanie od spółdzielni? Musisz złożyć w jej biurze odpowiedni wniosek. Wystarczy jedno zdanie: "Proszę o przekształcenie mieszkania lokatorskiego (własnościowego) w pełną własność". Spółdzielnia sama załatwi formalności.
- Możesz pożegnać prezesa. Jeśli więcej niż połowa mieszkań w naszej nieruchomości (jeden lub kilka bloków) będzie wykupiona, możemy utworzyć wspólnotę mieszkaniową i raz na zawsze pożegnać się ze spółdzielnią.

- Spółdzielnia ma obowiązek poinformować lokatora, ile mieszkań jest wykupionych - mówi Seweryn Chwałek z miesięcznika "Wspólnota Mieszkaniowa". - Jeśli złożymy wniosek o powołanie wspólnoty, spółdzielnia musi zwołać zebranie.
Wspólnota będzie właścicielem bloku. Sama zdecyduje, kto ma nim administrować: sprzątać, remontować itp. Może to być spółdzielnia - jak dotąd - albo jedna z wielu firm oferujących takie usługi.
Sami musimy wyliczyć, czy zatrudnienie firmy spowoduje, że utrzymanie mieszkań będzie tańsze. - Może tak być, ale gigantycznych oszczędności nie spodziewałbym się - mówi Chwałek.

Źródło: http://www.gazetawroclawska.pl/fakty24/ ... ,id,t.html

Awatar użytkownika
anubis

 
Posty: 3669
Ostatnio zalogowany: 20-07-2010

Mieszkaniowe rozterki AD 2010

Postprzez Orzech » Środa, 30 Grudzień 2009, 18:54

Marek Wielgo 2009-12-30, ostatnia aktualizacja 2009-12-30 12:43

W końcówce tego roku mieszkania przestały tanieć. Jednak niewiele wskazuje na to, by w przyszłym miały zacząć drożeć. Od tej reguły mogą być wyjątki, np. pójdą nieco w górę ceny małych mieszkań, zaś spadną dużych, na dodatek kiepsko zlokalizowanych

Obecnie tylko część firm deweloperskich wieszczy wzrost cen nowych mieszkań. Jacek Bielecki z Polskiego Związku Firm Deweloperskich ocenia, że za rok mogą być one droższe średnio nawet o 5-10 proc. Swą prognozę Bielecki opiera na założeniu, że wzrośnie popyt na mieszkania. Tymczasem na rynku zacznie ich brakować, gdyż wskutek kryzysu deweloperzy ograniczyli inwestycje.

To prawda. GUS podał, że w ciągu 11 miesięcy tego roku zaczęli oni budowę zaledwie ok. 40 tys. mieszkań, czyli o 37,5 proc. mniej niż w analogicznym okresie przed rokiem. W największych aglomeracjach, gdzie do tej pory powstawało najwięcej mieszkań, to załamanie jest dotkliwsze. Np. 6449 mieszkań, które deweloperzy zaczęli budować przez dziesięć miesięcy w Warszawie, to wynik aż o 62 proc. gorszy od ubiegłorocznego!

Posucha raczej nam nie grozi

Optymizmem może napawać jednak to, że z każdym miesiącem rośnie aktywność firm. Sygnał do rozpoczynania inwestycji dała niedawno spółka Dom Development, która po 15 miesiącach letargu zaczęła w Warszawie budowę osiedla Saska Kępa (blisko 1,6 tys. mieszkań) i rozbudowę osiedla Derby (260 mieszkań). Także i inni potentaci, m.in. J.W. Construction Holding, Polnord czy Gant, deklarują odmrożenie inwestycji.

Powtórka z lat 2006-07, kiedy ceny mieszkań wystrzeliły w górę, jest więc mało prawdopodobna. Również dlatego, że w tamtych latach deweloperzy chcieli budować, ale gruntów przygotowanych pod tego typu inwestycje było jak na lekarstwo. Obecnie ziemi z decyzją o warunkach zabudowy lub nawet z pozwoleniem na budowę jest w bród. Analitycy z firmy doradczej ProDevelopment policzyli, że na tych gruntach może powstać aż ok. 245 tys. średniej wielkości mieszkań. Problem w tym, czy deweloperzy będą mogli szybko zareagować na ewentualny wzrost popytu na nowe mieszkania. Prezes firmy doradczej Kazimierz Kirejczyk obawia się, że firmy mogą mieć problemy z uzyskaniem finansowania swoich inwestycji. Np. banki mogą wymagać od firm minimum 20-proc. wkładu własnego oraz co najmniej 15-20 proc. mieszkań sprzedanych w tzw. przedsprzedaży.

Ceny nowo zaczętych w dół

Jednak, paradoksalnie, oznacza to, że nowo zaczynane mieszkania muszą być atrakcyjne cenowo, jeśli deweloperzy chcą sprzedać dziurę w ziemi. Np. Dom Development wprowadził niedawno do sprzedaży mieszkania w nowo zaczętym projekcie Saska Kępa z ceną zaczynającą się od 6,1-6,5 tys. zł za m kw. A to jest duży i uznany deweloper. Mniejsze firmy, których projekty obarczone są większym ryzykiem, najpewniej będą musiały zaczynać z jeszcze niższego pułapu.

Nie musi to oznaczać spadku zyskowności tego typu przedsięwzięć, gdyż w czasie kryzysu spadły ceny wielu materiałów budowlanych oraz robocizny. Z drugiej strony ceny mogą wzrosnąć, gdy budowy będą już na tyle zaawansowane, że banki zgodzą się je finansować.

Jednak na razie w Reasie oraz w serwisie Tabelaofert.pl potwierdzają, że wprowadzane na rynek nowe mieszkania są tańsze od tych, które są już w sprzedaży od dawna, np. w Warszawie średnia cena mieszkań wprowadzonych do sprzedaży w trzecim kwartale wynosiła ok. 7,3 tys. zł za m kw., zaś przed rokiem była aż o jedną piątą wyższa (ok. 8,9 tys. zł za metr).

A ceny gotowych?

A jak duże jest prawdopodobieństwo, że deweloperzy zaczną podnosić ceny mieszkań gotowych? W Tabelaofert.pl radzą nie sugerować się ich średnią ceną. Ta rośnie już teraz, ale tylko dlatego, że z oferty znikają w pierwszej kolejności najtańsze mieszkania.

Wprawdzie ta oferta się kurczy, ale jest ona wciąż bardzo duża. Z danych Reasa wynika, że pod koniec września w Warszawie, Krakowie, Łodzi, we Wrocławiu, w Poznaniu i Trójmieście deweloperzy oferowali łącznie przeszło 29 tys. nowych mieszkań. Prawdopodobnie drugie tyle kupili inwestorzy w celach spekulacyjnych. Część z tych mieszkań mogła więc trafić do sprzedaży na rynku wtórnym. A ten jest ogromną konkurencją dla rynku pierwotnego. Firma doradcza Expander i serwis Szybko.pl wskazują w najnowszym raporcie, że podaż na rynku wtórnym może w przyszłym roku wzrosnąć, gdyż trafią nań mieszkania obecnie wynajmowane. Część właścicieli może wystawić je na sprzedaż z powodu malejących stawek za wynajem i spadającej rentowności tego typu inwestycji.

Emil Szweda z firmy Open Finance ocenia, że obecna podaż nowych mieszkań zaspokaja popyt na mniej więcej 18-24 miesięcy przy założeniu utrzymania obecnych cen. A te - według tego analityka - prawdopodobnie nie zmienią się w przyszłym roku. Szweda nie wyklucza też jednak ich dalszego spadku. Zwłaszcza jeśli banki straciłyby cierpliwość do deweloperów, którzy mimo słabej sprzedaży nie decydują się na obniżki cen, licząc na kolejne "zrolowanie" kredytów bankowych.

- Postawa branży bankowej, o ile banki będą domagać się spłaty udzielonych kredytów od deweloperów, może mieć istotny wpływ na zachowanie się cen mieszkań w przyszłym roku - przyznaje analityk Open Finance. I dodaje, że w tej chwili nie ma sygnałów przemawiających za realizacją tego scenariusza. Przeciwnie - banki deklarują, że są w stanie prolongować terminy spłat kredytów deweloperskich, nie ingerując bezpośrednio w strategie cenowe. - Niemniej jednak rolowane kredyty będą droższe od tych udzielonych dwa-trzy lata temu, dlatego sam fakt poniesienia dodatkowych kosztów finansowych może skłonić niektórych deweloperów do obniżania cen - uważa Szweda.

Według niego dostosowaniu ulec powinny w szczególności ceny mieszkań dużych (powyżej 80 m kw.), które sprzedają się najsłabiej. Tym bardziej że kupujący mają dla nich dobrą alternatywę w postaci domów na peryferiach miast.

Także Expander i Szybko.pl prognozują, że w części dużych polskich miast ceny powinny utrzymywać się na obecnym poziomie. Należą do nich: Kraków, Poznań, Katowice, Łódź, Białystok, Olsztyn, Toruń i Lublin. "Mimo generalnej stabilizacji możliwe są spadki w Warszawie, we Wrocławiu, w Gdańsku i Sopocie, gdzie obecna wysokość cen pozostawia jeszcze miejsce na dalszą korektę. Nie powinny to jednak być spadki wyższe niż w 2009 r., czyli rzędu 5-10 proc." - czytamy w najnowszym raporcie obu firm.

Szaleństwo kredytowe nie wróci

Co się stanie z cenami mieszkań, w największym stopniu zależy od jednak banków. Czyli od tego, czy będą dawały kredyty hipoteczne. Za stabilizacją cen mieszkań przemawia to, że poprawia się dostępność tych kredytów, ale w 2010 r. najpewniej będzie ona jeszcze wciąż dużo mniejsza niż przed wybuchem kryzysu.

Prezes Związku Banków Polskich Krzysztof Pietraszkiewicz ocenia, że w najbliższych latach banki będą udzielały po 190-230 tys. kredytów rocznie. Np. w 2007 r. było ich przeszło 314 tys., w 2008 r. - ok. 230 tys., a w ciągu dziewięciu miesięcy tego roku - 136,4 tys.

Według Open Finance liczba kredytów może wzrosnąć o co najwyżej 10-15 proc. Na więcej banki nie mogą sobie pozwolić, gdyż mają zbyt słabą bazę depozytową. Z kolei Michał Macierzyński z serwisu Bankier.pl obawia się, że w przyszłym roku o kredyt może być trudniej niż obecnie, jeśli Komisja Nadzoru Finansowego zaleci bankom zaostrzenie procedur (rekomendacja T).

Ponadto pogorszy się dostępność bardzo obecnie popularnych kredytów mieszkaniowych, w których spłacie pomaga państwo (dopłaca mniej więcej połowę odsetek przez osiem lat). Żeby dostać taką dopłatę, cena mieszkania nie może przekraczać ustawowego pułapu, a ten - to jest pewne - wyraźnie spadnie, bo maleją koszty budowy mieszkań. Może się okazać, że w przyszłym roku tylko nieliczne mieszkania będą objęte budżetową dopłatą. Żeby tak się nie stało, musiałyby spaść i ich ceny. Macierzyński twierdzi, że takiego scenariusza nie można wykluczyć.

Marcin Krasoń z Open Finance uważa, że w przyszłym roku na popularności zyska kredyt mieszkaniowy w euro, gdyż rata jego spłaty jest o 20-25 proc. niższa niż kredytu złotowego (dla kredytów 30-letnich).

Analitycy Open Finance prognozują, że oprocentowanie kredytów nie spadnie mimo obniżki marż. Już w połowie roku możliwe są decyzje o podwyżkach stóp procentowych podejmowane przez Radę Polityki Pieniężnej. Wzrost stóp zbilansuje spadek marż i w efekcie oprocentowanie nowych kredytów złotowych będzie za rok o tej porze tak samo wysokie jak obecnie.

Nająć zamiast kupić

Analitycy serwisu Oferty.net oraz Open Finance zwracają uwagę, że popyt na mieszkania nadal będzie ograniczała nie tylko niska zdolność nabywcza Polaków (średnie miesięczne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw jest równe cenie 0,53 m kw. mieszkania), ale także wyraźny spadek cen na konkurencyjnym rynku najmu. O ile jeszcze kilka lat temu miesięczna rata kredytu zaciągniętego na zakup mieszkania była niższa od stawki czynszu za wynajem podobnego lokalu, o tyle teraz sytuacja się odwróciła. W wielu przypadkach, zwłaszcza jeśli chodzi o większe mieszkania, najem wydaje się korzystniejszy od zakupu. Bo choć wnoszenie opłat z tytułu czynszu ani o krok nie przybliża najemcy do własności lokalu, to jednak pozwala mu na zaspokojenie bieżących potrzeb mieszkaniowych dużo niższym kosztem, niż by to miało miejsce w przypadku spłacania rat kredytu hipotecznego.

Oferty.net i Open Finance podają w swoim najnowszym raporcie taki oto przykład. Czynsz za wynajem nowego, 80-metrowego, urządzonego mieszkania w dobrej lokalizacji w Warszawie wraz z opłatami dla administracji wynosi 3,5 tys. zł miesięcznie. Tymczasem rata 30-letniego kredytu złotowego na zakup podobnego mieszkania to 4,2 tys. zł plus ok. 500 zł z tytułu opłat. Analitycy założyli, że mieszkanie kosztowało 720 tys. zł, a kredytobiorca dysponował wkładem własnym w wysokości 100 tys. zł.

Także Michał Macierzyński z serwisu Bankier.pl radzi rozważyć najem mieszkania. Istnieje bowiem szansa, że spadek cen zrekompensuje wydatki na czynsz.

Jednak w przypadku małych mieszkań najem nie zawsze jest opłacalny. Zwłaszcza dla tych, którzy mają oszczędności. Weźmy taki oto przykład. Open Finance uczestniczył w listopadzie w transakcji dotyczącej zakupu 38-metrowego mieszkania w Warszawie za 300 tys. zł. Emil Szweda policzył nam, że gdyby kupujący sfinansował tę inwestycję w całości 30-letnim kredytem złotowym (7,2 proc. w skali roku), miesięczna rata spłaty wyniosłaby ok. 2 tys. zł. Doszłyby też i inne wydatki: ubezpieczenie niskiego wkładu (3 tys. zł rocznie), ubezpieczenie murów (ok. 500 zł rocznie), a także komorne i opłaty ze media (300-400 zł miesięcznie). Podobne mieszkanie w tej lokalizacji można zaś nająć za ok. 1,7 tys. zł miesięcznie (dojdą tylko opłaty za media). Można więc zaoszczędzić, lekko licząc, 800 zł miesięcznie, np. na wkład własny.

Szweda zauważa jednak, że dla kogoś, kto ma 50 tys. zł na wkład własny, zakup tego samego mieszkania za kredyt może być lepszym rozwiązaniem. Miesięczna rata spłaty wynosi bowiem w tym przypadku ok. 1,5 tys. zł. Ponadto można pokusić się o tańszy kredyt w euro, a wówczas miesięczne obciążenie spłatą nie przekroczy 1,3 tys. zł.

Czynsze jeszcze spadną?

Przez ostatni rok czynsze spadały, bo na rynku było bardzo dużo mieszkań (wielu właścicieli wolało je wynająć niż tanio sprzedać). Z ostatniego raportu serwisu Szybko.pl i Expandera wynika, że możliwa jest dalsza obniżka kosztów najmu. Oczywiście warunkiem jest dalszy, znaczny wzrost podaży mieszkań na wynajem. W 2010 r. ciągle jeszcze będą oddawane do użytku mieszkania budowane na fali boomu. Część z nich może więc trafić na rynek wynajmu. Z drugiej jednak strony w związku z malejącą liczbą transakcji kupna/sprzedaży popyt na mieszkania do wynajęcia ma szansę rosnąć. W tej sytuacji ewentualne obniżki średnich stawek czynszów w poszczególnych miastach będą wynikały głównie ze spadków kosztów najmu w kiepskich lokalizacjach (na obrzeżach miast, skąd trudno dojechać do centrum). Ponadto dopływ nowych mieszkań na rynek najmu doprowadzi do spadku czynszów w lokalach o gorszym standardzie albo wymusi na ich właścicielach wykonanie remontów i ulepszeń.

Źródło: http://wyborcza.biz/

Awatar użytkownika
Orzech

 
Posty: 20532
Ostatnio zalogowany: 24-07-2010

Dobre perspektywy funduszy nieruchomości

Postprzez anubis » Środa, 30 Grudzień 2009, 21:46

W poprzednich latach powstało wiele baniek spekulacyjnych na mapie polskich nieruchomości. Korekty rozpoczęły się już w drugiej połowie 2007 roku.

Widmo kryzysu, jakim straszono nas w pierwszych miesiącach zeszłego roku ostudziło gorączkę i wiarę w to, że nieruchomości mogą tylko drożeć. Znikła szybko przewaga popytu nad podażą, a część projektów deweloperskich wstrzymano.

Jak wynika z danych GUS, w 2008 roku w Polsce oddano do użytkowania ponad 165 tys. mieszkań. Za okres 2009 r. liczba nowych mieszkań osiągnie prawdopodobnie zbliżony poziom. W szczególności dobre wyniki będą dotyczyć największych miast.

Podstawą dla takich prognoz są dane za pierwszą połowę 2009 r. W Warszawie oddano do użytkowania wówczas o 11 proc. mieszkań więcej niż w analogicznym okresie roku poprzedniego. Rekordzistą okazał się Wrocław z dynamiką wzrostu na poziomie 81 proc., za nim uplasowały się: Kraków 73 proc. oraz Poznań 31 proc. – szacują specjaliści z CEE Property Group.

Jednak w przyszłym roku można spodziewać się znacznego spadku podaży, nawet o 10 – 20 proc. – uważa Paweł Grząbka, prezes zarządu CEE Property Group. Trend, jaki zarysował się w 2009 r. polegający na zawężaniu oferty na rynku pierwotnym będzie prawdopodobnie utrzymywać się w przyszłym roku. Jak wynika z danych GUS w trzech pierwszych kwartałach 2009 r. rozpoczęto około 110 tys. budów w Polsce, w całym 2008 r. było to blisko 175 tys. Warto dodać, że ilość wydanych pozwoleń na budowę w 2008 r. wyniosła 232 tys., w pierwszej połowie 2009 r. wydano ich zaledwie 90 tys.

Oznaczać to może wzrost cen nieruchomości, zatem inwestycje na tym rynku znów zaczną przynosić zyski, niezależnie od zmian indeksów na GPW. Dobre perspektywy wzrostowe mają więc fundusze inwestycyjne lokujące na rynku nieruchomości.

Zatem warto zastanowić się nad dołożeniem do portfela inwestycyjnego pewnej ilości certyfikatów funduszu nieruchomości, jako aktywa alternatywnego, niezależnego od sytuacji na rynku akcji. Aktywa ulokowane w funduszach nieruchomości poprawiają stopień i jakość dywersyfikacji portfela, zatem pozytywnie wpływają na obniżenie ryzyka inwestycyjnego. Należy jednak pamiętać, że tego rodzaju inwestycje należą do średnio lub długoterminowych. Optymalnym rozwiązaniem jest ulokowanie 15-20 proc. kapitału w funduszach nieruchomości.

Warto dodać, że inwestycja w fundusz nieruchomości stanowi zabezpieczenie przed skutkami ewentualnych wzrostów cen nieruchomości. Dotyczy to osób, które zamierzają w przyszłości kupić mieszkanie lub dom. Zysk na funduszu, wywołany wzrostem cen nieruchomości zrekompensuje wyższe koszty nabycia wymarzonej nieruchomości.

Jan Mazurek
Główny Analityk
Investors Towarzystwo Funduszy Inwestycyjnych SA

Źródło: http://www.inwestycje.pl/nieruchomosci/ ... 125;0.html

Awatar użytkownika
anubis

 
Posty: 3669
Ostatnio zalogowany: 20-07-2010

Jak mieszkać ekologicznie i oszczędnie

Postprzez anubis » Piątek, 1 Styczeń 2010, 22:51

Marek Wielgo, Rafał Zasuń

Czy na widok rachunków za prąd, ogrzewanie i ciepłą wodę robi ci się gorąco? To znak, że powinieneś zacząć oszczędzać energię. Skorzysta na tym również środowisko. Chcesz wiedzieć, jak się do tego zabrać? - przeczytaj nasz informator

W ostatnich tygodniach w mediach było bardzo głośno o konferencji klimatycznej w Kopenhadze. Niestety, przywódcom niemal wszystkich państw świata nie udało się uzgodnić porozumienia mającego ograniczyć emisję dwutlenku węgla do atmosfery. Musisz wiedzieć, że jest to piekielnie ważna sprawa, bo od tego zależy przyszłość naszej planety.

Jak sądzisz, dlaczego w ostatnich latach Polskę coraz częściej nawiedzają trąby powietrzne czy powodzie. Specjaliści klimatolodzy twierdzą, że jest to skutek globalnego ocieplenia klimatu. Jeśli nie uda nam się tego zatrzymać, ekstremalne zjawiska pogodowe będą występowały u nas coraz częściej.

Dlatego w kwestii ograniczenia emisji CO2 i oszczędności energii nie oglądajmy się na przywódców. Sporo możemy zrobić sami. I co ważne, przy okazji oszczędzić pieniądze.

Zużywaj mniej prądu

Badania wykazały, że przeciętna polska rodzina zużywa 1700 kilowatogodzin prądu, za który płaci ok. 600 zł rocznie. Tyle kosztuje sam zużyty prąd, do tego drugie tyle trzeba wyłożyć za jego dostarczenie. W ten sposób nasza przykładowa rodzina przyczynia się do emisji ok. 1,7 tony CO2 rocznie. Na Zachodzie wychodzi o połowę mniej. Nie oznacza to, że tam zużycie prądu jest o połowę mniejsze. To głównie efekt tego, że polska energetyka jest oparta w 94 proc. na węglu, który jest najbardziej "emisyjnym" paliwem. Tym bardziej powinniśmy oszczędzać prąd, bo jego ceny będą szły w górę.

Ziarnko do ziarnka...

Czy wiesz, że pozostawienie telewizora w tzw. trybie stand bye może kosztować cię rocznie nawet 30 zł? To karygodne marnotrawstwo energii! Na dodatek szkodzące środowisku - kilkadziesiąt kilogramów CO2 trafia niepotrzebnie do atmosfery.

Podobnie bezsensownym zużyciem energii jest pozostawianie ładowarki telefonu komórkowego w kontakcie.

Zatem pierwszy krok do oszczędności energii jest banalnie prosty - wyłączaj telewizor i inne urządzenia elektroniczne w taki sposób, aby nie pobierały prądu. Zaoszczędzisz wtedy nawet i 150 zł rocznie.

Kolejny krok to zakup czajnika elektrycznego, jeśli go jeszcze nie posiadasz. Gotując w nim 1,5 l wody, zużyjesz 0,17 kilowatogodziny prądu. Będzie cię to kosztowało ok. 7 gr. Zagotowanie tej samej ilości wody na kuchence elektrycznej wymaga 0,26 kWh, a gazowej - 0,33 kWh. Koszt urośnie więc do 11 gr.

Jeśli gotujesz coś w garnku, koniecznie przykryj go pokrywką.

Uwaga! Najbardziej energożernym urządzeniem w domu jest lodówka - przypada na nią aż 28 proc. energii zużywanej przez wszystkie urządzenia elektryczne w naszych domach. Jeśli twoja lodówka ma więcej niż dziesięć lat, rozważ zakup nowej, koniecznie oznaczonej symbolem AAA bądź A++. Takie nowoczesne lodówki zużywają nawet o 45 proc. energii mniej.

Zajrzyj w... krany

Minęły czasy, gdy 70 proc. naszych wydatków za energię cieplną stanowiły koszty ogrzewania, a pozostałe 30 proc. - ciepłej wody. Obecnie te proporcje się odwróciły - opłaty za wodę i ścieki są znacznie wyższe. Dlatego sprawdź, czy krany są wyposażone w perlator, czyli urządzenie, które napowietrza wodę, dzięki czemu z kranu wydobywa się większy strumień.

Jeśli nie masz perlatorów, koniecznie je kup. Zwróć uwagę na ich sprawność. Może ona wynosić od 10 do 40 proc. Im ta sprawność jest wyższa, tym lepiej, bo zużycie wody jest mniejsze.

Dobrą inwestycją jest armatura bezdotykowa. Woda z kranu leci tylko wówczas, gdy zbliżymy do niego dłonie.

Bardzo dużo wody można zaoszczędzić dzięki zmywarce. Wprawdzie jej zakup jest sporym wydatkiem, ale dość szybko powinien się zwrócić.

Na koniec przypomnijmy, aby korzystać z prysznica zamiast wanny oraz nie prać w pralce pojedynczych rzeczy.

Wymień okna

Najwięcej ciepła tracimy przez okna. Jeśli zdecydujesz się na ich wymianę, zwróć uwagę na współczynnik przenikalności ciepła. Określa się go oddzielnie dla wszystkich elementów okna, czyli ramy (Uf), szyby (Ug) i dla całej konstrukcji (Uw); Najważniejszy jest ten ostatni, bo to on decyduje o realnych korzyściach energetycznych wynikających z zakupu okna. Im niższy współczynnik przenikania ciepła Uw wyrażony w W/m2K, tym lepiej ochroni cię przed stratami energii.

Zgodnie z przepisami współczynnik ten nie może być wyższy niż 1,7 W/m2K, ale taki parametr to już przeżytek. Nie warto też popadać w przesadę i kupować okien o bardzo niskim współczynniku Uw. Sęk w tym, że takie okno nie tylko nie wypuszcza ciepła na zewnątrz, ale też nie wpuszcza go do środka, co pozbawia nas możliwości dogrzania domu promieniami słońca. Optymalny współczynnik przenikania ciepła to 0,9 W/m2K, ale może być też niższy, pod warunkiem że g, czyli przenikalność energii słonecznej, jest nie mniejsze niż 45 proc.

Pozwól kaloryferom grzać

Żeby zmniejszyć zużycie ciepła, a tym samym obniżyć rachunki, wystarczy czasem drobna inwestycje, np. zamontowanie nad grzejnikiem dużego parapetu lub półki. Sprawi ona, że ciepłe powietrze nie będzie uciekać do góry, tylko rozprzestrzeni się na całe pomieszczenie. Koniecznie należy pozbyć się wszelkich osłon grzejników. One także stanowią przeszkodę dla swobodnego ogrzewania pokoi. Jeżeli uważasz, że kaloryfery są nieestetyczne, lepiej zainwestować w nowe, niż przysłaniać je osłonami.

Dobrym rozwiązaniem jest zainstalowanie termoizolacyjnych ekranów zagrzejnikowych, które nie pozwalają ciepłu wydostawać się przez ścianę, dzięki czemu znacznie ograniczają jego utratę. Warto zainwestować w termostatyczne zawory grzejnikowe, dzięki którym łatwiej nam dostosować temperaturę do naszych preferencji. Dzięki temu w pokojach używanych rzadziej można ustawić niższą temperaturę niż np. w łazience.

Zainwestuj w termomodernizację

Czyli w ocieplenie domu. Zaoszczędzisz wówczas nawet 20 proc. energii. O tym, jak bardzo może być opłacalna taka inwestycja, może świadczyć przykład, który dostaliśmy z Banku Gospodarstwa Krajowego (zarządza on programem, w ramach którego budżet spłaca jedną piątą kredytu na termomodernizację).

Chodzi o dom jednorodzinny z początku lat 80., wolno stojący, dwie kondygnacje plus piwnice (nieogrzewane). Powierzchnia użytkowa domu wynosi 249 m kw.; kubatura części ogrzewanej - 948 m sześc.; ściany: mur z cegły pełnej 0,38 m, stropy FERT; ogrzewanie z własnej kotłowni opalanej węglem, sprawność kotła 50 proc.; ciepła woda z term gazowych, wentylacja grawitacyjna; sezonowe zapotrzebowanie ciepła 514 GJ/rok.

Audytor obliczył, że ogrzanie takiego domu może kosztować nawet 11,1 tys. zł (najpewniej przy założeniu, że właściciel domu nie oszczędza na węglu i gazie). Co zalecił fachowiec, żeby zredukować koszty?

Przede wszystkim ocieplenie ścian zewnętrznych (14-cm warstwą styropianu), ocieplenie stropu poddasza (20-cm warstwą wełny mineralnej) i ocieplenie stropu nad piwnicami (warstwą styropianu o grubości 8 cm). Ponadto właściciel miał wymienić kocioł węglowy na gazowy, zmodernizować instalację grzewczą oraz zamontować zawory termostatyczne.

Inwestycja pochłonęła 32,5 tys. zł, ale szybko się zwróci. Sezonowe zapotrzebowanie ciepła spadło bowiem do 125 GJ/rok, a w efekcie roczne koszty ogrzewania do 3,5 tys. zł.

Zreasumujmy:

całkowity koszt termomodernizacji 32 500 zł,
wkład własny inwestora (20 proc.) 6500 tys. zł,
kredyt (na 10 lat, 9 proc.) 26 000 zł,
premia termomodernizacyjna 5200 zł,
miesięczna rata spłaty kredytu wraz z odsetkami 263,5 zł,
roczne koszty spłaty kredytu 3162 zł,
roczne koszty ogrzewania 3500 zł,
łączne roczne koszty 6662 zł.
Wynika z tego, że właściciel tego domu zredukował swoje wydatki w czasie spłaty kredytu o 4438 zł, czyli o 40 proc. A po spłaceniu kredytu - o 7600 zł, czyli o 68 proc.

Jeśli mieszkasz w bloku, naciskaj na administrację, aby jak najszybciej przeprowadziła taką inwestycję.

Uwaga! Pamiętaj, że ocieplić trzeba nie tylko ściany, ale także strop i piwnicę. A ponieważ jest to spory wydatek, warto wcześniej zamówić specjalny audyt energetyczny. Audytor doradzi, co należy zrobić w pierwszej kolejności i jak uniknąć błędów.

Jeśli planujesz budowę domu

Pomyśl o zastosowaniu technologii i materiałów, które w jak największym stopniu uniezależnią cię od drożejącej energii cieplnej. Nie zlekceważ tego, jeśli za kilkanaście lat nie chcesz płacić za ogrzewanie domu bajońskich sum albo szczękać zębami z zimna, gdy nie będzie cię stać na opłacenie takich rachunków.

Uwaga! Nie kieruj się przepisami określającymi normy dotyczące charakterystyki energetycznej budynków. Te są bodaj najłagodniejsze w całej Unii Europejskiej. Wzorem dla nas powinny być energooszczędne standardy obowiązujące np. w Niemczech czy w Szwecji. Organizacja ekologiczna WWF dowodzi, że gdybyśmy je przyjęli, emisja dwutlenku węgla spadłaby o blisko milion ton rocznie.

Pewnie zastanawiasz się, czy dodatkowe wydatki związane z budową energooszczędnego domu są uzasadnione ekonomicznie? Innymi słowy, czy koszty nie są zbyt duże w stosunku do uzyskanych korzyści? Możesz być spokojny. Dodatkowe ocieplenie i lepsze okna zwrócą ci się bardzo szybko. Redaktor naczelny "Ładnego Domu" Wiesław Rudolf oraz Ludomir Duda, pierwszy w Polsce oficjalny audytor energetyczny (z listy Krajowej Agencji Poszanowania Energii), policzyli, że inwestycja w lepszy pod względem termicznym dom to raptem dodatkowe 60 zł na m kw. - Jeśli przyjąć, że budowa w pełni wykończonego domu pochłonie 2,4 tys. zł za m kw., to dodatkowe ocieplenie podwyższy koszt budowy jedynie o 2,5 proc. - twierdzą obaj specjaliści

Energooszczędne bajery

Równie szybko zwraca się inwestycja w wentylację mechaniczną z odzyskiem ciepła. W przypadku klasycznej wentylacji spora część energii cieplnej jest potrzebna do podgrzania świeżego powietrza, które napływa do domu z zewnątrz w miejsce usuniętego kanałami wywiewnymi powietrza zużytego. Wentylacja mechaniczna sprawi, że straty ciepła będą dużo mniejsze. - Wbrew pozorom system ten nie jest dużo droższy od tradycyjnego systemu wentylacji grawitacyjnej, czyli takiej, w której powietrze świeże dostaje się do pomieszczeń np. przez nawiewniki okienne, a usuwane jest kanałami wentylacji grawitacyjnej - zapewnia Ludomir Duda. W praktyce dodatkowy nakład finansowy ponosimy jedynie przy zakupie centrali wentylacyjnej (rekuperatora). - Spośród wielu dostępnych na rynku central warto kupować te o najwyższej sprawności odzysku ciepła i najwyższej efektywności wentylatorów - radzi Duda. - Najlepsze rekuperatory mają maksymalną sprawność powyżej 90 proc. (oznacza to, że tyle ciepła się nie marnuje).


Inwestycja w wentylację z odzyskiem ciepła będzie kosztować dodatkowo ok. 8 tys. zł. Duda policzył, że te pieniądze zwrócą się w ciągu niespełna siedmiu lat.

Decydując się na dom niskoenergetyczny, warto także rozważyć wykorzystanie odnawialnego źródła energii, czyli np. pompy ciepła. To urządzenie mogące czerpać energię z ziemi, powietrza lub wód gruntowych. System ogrzewania, którego sercem jest właśnie pompa ciepła może kosztować nawet 30 tys. zł. Jednak już przy obecnych cenach np. gazu czy oleju opałowego inwestycja może się zwrócić w ciągu kilku lat. Oczywiście zależy to od technologii wykonania domu oraz cen paliw i energii - które są zróżnicowane.

Źródło: http://wyborcza.biz/biznes/1,101716,740 ... ednie.html

Awatar użytkownika
anubis

 
Posty: 3669
Ostatnio zalogowany: 20-07-2010

Deweloperzy: Początek końca dekoniunktury

Postprzez anubis » Wtorek, 5 Styczeń 2010, 10:36

2010-01-05 08:24

Inwestorzy rozpoczynają realizację wstrzymanych inwestycji. Za to banki na razie nie zmieniają polityki w stosunku do deweloperów.

Rok 2009 należał do najtrudniejszych w historii branży deweloperskiej. Za to w rozpoczętym właśnie 2010 r. możemy się spodziewać wzrostu popytu i rozpoczęcia wielu nowych inwestycji. To wnioski uczestników konferencji "Polski rynek mieszkaniowy 2009" zorganizowanej w grudniu 2009 r. przez firmę Nowy Adres.

Oznaką poprawy koniunktury jest optymizm deweloperów.
- Pod koniec 2009 r. rozpoczęliśmy realizację dwóch projektów, a w tym wystartujemy z sześcioma, łącznie planujemy sprzedaż nawet 1500 lokali - ocenia Jan Wagner, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu w firmie Polnord, która w ubiegłym roku sprzedała 550 lokali.
Start dwóch nowych inwestycji zapowiada też Budimex Nieruchomości.
- Zostaną ukończone w połowie 2011 r., gdy wróci koniunktura - prognozuje Henryk Urbański, prezes deweloperskiej spółki.
Jego zdaniem, obecny kryzys znacząco różni się od dekoniunktury z lat 2000-02 r. Powód? Wówczas zarobki deweloperów były małe, a obecnie marże utrzymują się na wysokim poziomie. Firmy zachowują więc płynność finansową i wraz z ożywieniem popytu będą mogły rozpocząć nowe inwestycje. Dlatego dysproporcja pomiędzy popytem i podażą raczej nam nie grozi.
Niestety, bankowcy wciąż nie mają dla deweloperów dobrych wiadomości.
- W rozpoczętym właśnie roku nie spodziewamy się obniżek oprocentowania. Choć czwarty kwartał 2009 r., pod względem liczby i wartości udzielonych przez banki kredytów, możemy porównać z najlepszymi kwartałami z ubiegłych lat, to łagodne procedury ustalania zdolności kredytowej i wysokości wymaganego wkładu własnego z lat 2006-07 na razie nie powrócą - przewiduje Jerzy Tofil, członek zarządu Pekao Banku Hipotecznego.

Źródło: http://nieruchomosci.pb.pl/2022696,6363 ... u?ref=col2

Awatar użytkownika
anubis

 
Posty: 3669
Ostatnio zalogowany: 20-07-2010

PoprzedniaNastępna

Dodaj komentarzDodaj wiadomosc

Aby napisać odpowiedź zaloguj się. Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Powróć do Gospodarka/Ekonomia

Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zarejestrowanych użytkowników oraz 1 gość

cron