InvestMap, Ogólnopolski Portal Inwestycyjny

nieruchomości, banki, bezrobocie, samorządy, fundusze unijne
Dodaj komentarz Dodaj wiadomość

Nieruchomości

Postprzez Orzech » Wtorek, 25 Wrzesień 2007, 10:57

PRAWO | NIERUCHOMOŚCI |

Przekształcanie użytkowania wieczystego we własność

Własność gruntu za 10 proc. wartości


ZMIANA PRAWA Osoby, które otrzymały prawo użytkowania przed 5 grudnia 1990 r., uzyskają 50-proc. bonifikatę
Użytkownicy wieczyści o niskich zarobkach otrzymają własność gruntu nawet z 90-proc. zniżką
Spłatę należności za przekształcenie użytkowania wieczystego będzie można rozłożyć nawet na 20 lat
Dotychczas gminy same ustalały wielkość bonifikat stosowanych przy przekształcaniu prawa użytkowania wieczystego we własność. W zależności od miejscowości sięgały one od 30 do nawet 99 proc. ceny gruntu. W wielu wypadkach władze gmin nie były jednak zainteresowane procesem uwłaszczeń i nie podejmowały uchwał o stosowaniu zniżek.

Nowelizacja ustawy o przekształceniu prawa użytkowania wieczystego w prawo własności nieruchomości (Dz.U. z 2005 r. nr 175, poz. 1459 z późn. zm.) ma to zmienić. Nowe przepisy będą obowiązywały od 1 stycznia 2008 r., tymczasem ustawa czeka jeszcze na podpis prezydenta.

Bonifikata z mocy ustawy

Nowe przepisy ujednolicą zasady i wysokości bonifikat przysługujących w trakcie procedur przekształceniowych. Nowelizacja ustawy o przekształcaniu prawa użytkowania wieczystego we własność przewiduje przyznanie obowiązkowych (a nie jak do tej pory uznaniowo stosowanych przez gminy) bonifikat dla trzech grup użytkowników, którzy chcą dokonać przekształcenia. Na 90-proc. zniżkę w opłatach będą mogli liczyć użytkownicy wieczyści, których dochód miesięczny na jednego członka rodziny nie przekraczał przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia w gospodarce za ostatnie półrocze poprzedzające rok, w którym wystąpiono z żądaniem przekształcenia. Z takiej ulgi skorzystają jednak tylko osoby, które chcą przekształcić prawo użytkowania wieczystego nieruchomości przeznaczonej lub wykorzystywanej wyłącznie na cele mieszkaniowe.

Trzeba złożyć wniosek

Druga grupa użytkowników wieczystych, którzy będą mogli wnioskować o mniejszą, bo 50-proc. bonifikatę, to osoby, które uzyskały prawo wieczystego użytkowania przed 5 grudnia 1990 r. Z ulg będą mogli skorzystać także ich następcy prawni (np. spadkobiercy). Takie same zniżki mają być przyznawane osobom, które chcą stać się właścicielami nieruchomości wpisanych do rejestru zabytków.

Organy właściwe do wydania decyzji w sprawie wysokości bonifikat będą mogły udzielić wyższych zniżek niż te, które zostały przewidziane w nowelizacji.

Otrzymanie bonifikaty od opłaty z tytułu przekształcenia wieczystego użytkowania we własność ma być uzależnione od złożenia stosownego żądania przez użytkownika wieczystego. Najlepiej umieścić taką wzmiankę we wniosku o przekształcenie.

Opłatę można rozłożyć na 20 lat

Osoby, których nie stać na jednorazową spłatę należności za przekształcenie, od razu będą mogły ubiegać się o jej rozłożenie na raty. Mają one jedynie wystąpić ze stosownym wnioskiem do właściwego organu. Okres spłaty powinien być nie krótszy niż 10 i nie dłuższy niż 20 lat. Jednocześnie raty te mają być nisko oprocentowane - równe stopie redyskonta weksli stosowanej przez Bank Narodowy.

Osoby, na rzecz których przekształcenie zostało dokonane, mogą jednak dokonać wcześniejszej spłaty należności.

Za darmo dla wywłaszczonych

Nowe przepisy przewidują darmowe przekształcenia dla osób, które otrzymały prawo użytkowania wieczystego nieruchomości w zamian za wywłaszczenie lub przejęcie nieruchomości gruntowej na rzecz Skarbu Państwa przed 5 grudnia 1990 r. (tj. przed wejściem w życie ustawy z 29 września 1990 r. o zmianie ustawy o gospodarce gruntami i wywłaszczaniu nieruchomości). Przed tą datą nie było możliwości nabywania gruntów państwowych czy gminnych na własność. W związku z tym osoby, które zamierzały nabyć taki grunt, skazane były na użytkowanie wieczyste.

Podobne przywileje otrzymają osoby, które uzyskały prawo użytkowania wieczystego na podstawie dekretu z 26 października 1945 r. o własności i użytkowaniu gruntów na obszarze m.st. Warszawy. Osoby, którym będzie przysługiwało prawo do nieodpłatnego przekształcenia prawa użytkowania wieczystego w prawo własności, będą także zwolnione z opłaty sądowej pobieranej od wniosku o wpis do księgi wieczystej.

Kto może wystąpić z wnioskiem

Z wnioskiem o przekształcenie prawa użytkowania wieczystego w prawo własności nieruchomości może obecnie wystąpić osoba, która do 13 października 2005 r. (dnia wejścia w życie ustawy o przekształceniu prawa użytkowania wieczystego w prawo własności nieruchomości) nabyła użytkowanie wieczyste nieruchomości rozbudowanej na cele mieszkaniowe, zabudowanych garażami albo przeznaczonych pod tego rodzaju zabudowę. Może to zrobić również użytkownik wieczysty nieruchomości rolnych, jak i następcy prawni wymienionych osób.

Z żądaniem przekształcenia mogą również wystąpić osoby fizyczne i prawne będące właścicielami lokali. Chodzi o osoby, których udział w nieruchomości wspólnej obejmuje prawo użytkowania wieczystego. W tym przypadku wniosek mogą wyjątkowo złożyć nawet osoby, które nabyły udział w użytkowaniu wieczystym już po 13 października 2005 r.

Opłata po przekształceniu

Wniosek o przekształcenie składa się do starosty, wójta, burmistrza, prezydenta miasta, zarządu powiatu albo zarządu województwa. To, do kogo adresujemy wniosek, zależy od tego, czyją własność stanowi nieruchomość oddana w użytkowanie wieczyste.

Za przekształcenie użytkowania wieczystego we własność użytkownik wieczysty powinien uiścić opłatę dotychczasowemu właścicielowi. To on ustala jej wysokość, kierując się m.in. wartością nieruchomości.

Przekształcenie następuje z dniem, w którym decyzja starosty, wójta, burmistrza, prezydenta miasta, zarządu powiatu albo zarządu województwa stała się ostateczna.

Dawny użytkownik wieczysty uiszcza opłatę dopiero po uzyskaniu decyzji o przekształceniu.

Pięcioletni zakaz zbywania

Osoba, która skorzystała z bonifikaty przy przekształceniu, nie może w ciągu pięciu lat od dnia przekształcenia prawa zbyć zakupionej nieruchomości albo wykorzystywać jej na inne cele niż te, które stanowiły podstawę bonifikaty. Zakaz ten nie obejmuje zbycia nieruchomości na rzecz osoby bliskiej.

Jeżeli jednak nieruchomość zostanie sprzedana lub wykorzystana na inne cele, to organ, który udzielił bonifikaty, zażąda zwrotu kwoty równej bonifikacie po jej waloryzacji.

Adam Makosz

adam.makosz@infor.pl

Podstawa prawna

■ Ustawa z 29 lipca 2005 r. o przekształceniu prawa użytkowania wieczystego w prawo własności nieruchomości (Dz.U. nr 175, poz. 1459 z późn. zm.).

GP RADZI

Czy wspólnota musi się zgodzić na przekształcenie

Jestem właścicielem mieszkania stanowiącego odrębną własność i jednocześnie użytkownikiem ułamkowej części gruntu pod budynkiem. Chciałbym nabyć grunt na własność. W gminie powiedziano mi, że wniosek muszą złożyć wszyscy współwłaściciele. Czy to prawda?

Tak

Właściciele lokali stanowiących odrębną nieruchomość, posiadający udział w użytkowaniu wieczystym, mają prawo żądać przekształcenia użytkowania wieczystego w prawo własności. Dotyczy to zarówno osób fizycznych, jak i prawnych, nawet jeśli udział w prawie użytkowania wieczystego nabyły po 13 października 2005 r. Z wnioskiem o przekształcenie muszą jednak wystąpić wszyscy użytkownicy wieczyści.

Podstawa prawna

■ Art. 1 ustawy z 29 lipca 2005 r. o przekształceniu prawa użytkowania wieczystego w prawo własności nieruchomości (Dz.U. nr 175, poz. 1459 z późn. zm.).

Czy urząd może żądać zwrotu

Skorzystałem z 80-proc. bonifikaty przy przekształceniu użytkowania wieczystego w prawo własności. Chciałbym teraz sprzedać tę nieruchomość. Czy to prawda, że będę musiał zwrócić bonifikatę?

Tak

Jeśli użytkownik wieczysty skorzystał z bonifikaty przy przekształceniu, nie może przed upływem pięciu lat, od dnia przekształcenia, zbyć lub wykorzystać nieruchomości na cele inne niż te, które stanowiły podstawę udzielenia bonifikaty. W przeciwnym razie organ, który jej udzielił, zażąda zwrotu kwoty równej udzielonej bonifikacie po jej waloryzacji. Nie dotyczy to jednak sytuacji, gdy nieruchomość została zbyta na rzecz osoby bliskiej.

Podstawa prawna

■ Art. 4 ustawy z 29 lipca 2005 r. o przekształceniu prawa użytkowania wieczystego w prawo własności nieruchomości (Dz.U. nr 175, poz. 1459 z późn. zm.).

Image

Image

http://www.gazetaprawna.pl/?action=show ... .1.0.1.htm

Awatar użytkownika
Orzech

 
Posty: 147637
Ostatnio zalogowany: 23-12-2014
Miejscowość: Wrocław

Postprzez Orzech » Wtorek, 25 Wrzesień 2007, 10:58

PRAWO | Rozmawiamy z Mirosławem Barszczem, ministrem budownictwa

Samorządy będą miały możliwość zablokowania terenów pod zabudowę

Projekt specustawy budowlanej przyznaje władzom samorządowym prawo blokowania terenów pod zabudowę nawet do 18 miesięcy.

■ Jakie są opinie samorządów o projekcie specjalnej ustawy budowlanej?

- Są one dość zaskakujące. Mamy obecnie ponad 10 opinii, w tym od organizacji samorządu, m.in. Unii Metropolii Polskich, która przekazała do Ministerstwa Budownictwa bardzo krytyczną ocenę projektu. Natomiast całkiem inne stanowiska zajęli prezydenci miast będących członkami Unii Metropolii, zwłaszcza ci, którzy zdobyli znaczące poparcie w wyborach. Mam na myśli prezydentów Gdyni, Lublina, Poznania, Wrocławia, Katowic, Krakowa, Rzeszowa i Łodzi. Objęli oni swoje urzędy już po pierwszej turze głosowania, co świadczy o tym, że cieszą się dużym poparciem społecznym, przede wszystkim z powodu prezentowanych kompetencji do zarządzania miastem. Pod względem politycznym reprezentują oni różne opcje - od PiS, przez PO i SLD, po osoby bezpartyjne. Generalnie prezydenci wymienionych miast ocenili projekt ustawy pozytywnie.

TYLKO MINISTER ZNA OPINIE

Sejmowa Komisja Infrastruktury zawiesiła prace nad specustawą budowlaną w ubiegłym tygodniu. Swoją decyzję motywowała tym, że projekt nie został poddany konsultacjom społecznym w stopniu wystarczającym. Ponadto opinie zgłoszone przez przedstawicieli samorządów nie były znane członkom sejmowej komisji.

■ Czy w odróżnieniu od Unii Metropolii Polskich prezydenci poszczególnych miast wyłącznie chwalą projekt ustawy?

- Ogólny wydźwięk ich opinii jest bardzo pozytywny, choć oczywiście są różne postulaty. Najwięcej zastrzeżeń budził proponowany w projekcie mechanizm automatycznego wydawania zezwoleń na budowę. Prezydenci uważają, że wprowadzenie tego mechanizmu mogłoby zwiększyć ryzyko dla inwestycji infrastrukturalnych. Pod wpływem ich uwag przygotowaliśmy poprawki dające władzom samorządowym możliwość zablokowania terenów pod zabudowę.

■ Na czym polega prawo blokowania przez samorządy gruntów pod zabudowę?

- Zgodnie z poprawką rada gminy otrzymałaby przywilej wydawania aktu prawa miejscowego, który ograniczyłby możliwość ustalania warunków zabudowy na określonym terenie na okres do 18 miesięcy. W wielu miastach nie sposób skutecznie wytyczyć terenów pod obwodnice i drogi, który zazwyczaj trwa około jednego roku. Dlaczego? Bo nim zostanie on zakończony, na terenie przeznaczonym na obwodnice wyrastają dziesiątki domów. Chodzi o to, by władze samorządowe, ale nie poszczególni urzędnicy, lecz rada gminy lub miasta, mogły tak zablokować określony teren, by przez rok czy półtora nie można było na nim budować.

■ Jakie inne przepisy projektu ustawy były żywo opiniowane przez prezydentów miast?

- Otrzymaliśmy od prezydentów sugestię, by samorządy miały obowiązek interweniować w przypadkach rażących dysproporcji w warunkach zabudowy obiektów wznoszonych w bliskim sąsiedztwie. Nie może być tak, że kilkunastopiętrowy wieżowiec będzie budowany w sąsiedztwie piętrowych domów. W tym przypadku również przygotowaliśmy odpowiednią poprawkę. Ale żadna z poprawek nie miała szansy nawet wejść pod głosowanie komisji. Prace zostały zablokowane, i tym razem nieodwracalnie...

BUDOWY BEZ POZWOLENIA

Projekt specustawy budowlanej znosi m.in. obowiązek uzyskiwania pozwolenia na budowę domów, których powierzchnia użytkowa nie przekracza 250 mkw., a wysokość 12 metrów. Ważnym skutkiem wprowadzenia tego przepisu ma być zmniejszenie biurokracji związanej z uruchamianiem budów.

Rozmawiał Krzysztof Polak

■ Mirosław Jan Barszcz

prawnik, były podsekretarz stanu w Ministerstwie Finansów odpowiedzialny za system prawa podatkowego

http://www.gazetaprawna.pl/?action=show ... .1.0.1.htm

Awatar użytkownika
Orzech

 
Posty: 147637
Ostatnio zalogowany: 23-12-2014
Miejscowość: Wrocław

Postprzez » Środa, 27 Listopada 2010, 12:00




 

Postprzez Orzech » Wtorek, 25 Wrzesień 2007, 11:06

NOTOWANIA Rynek nieruchomości

Ceny apartamentów w Polsce nadal będą szybko rosły


Wzrost cen mieszkań o średnim standardzie okazał się w ubiegłym roku znacznie wyższy niż luksusowych apartamentów. Stąd też dla osób dysponujących znaczną gotówką lub wysoką zdolnością kredytową inwestycja w ten sektor rynku nieruchomości nadal zdaje się gwarantować atrakcyjną stopę zwrotu zainwestowanego kapitału.

Zrealizowany w końcu 2006 roku w Łodzi kompleks tzw. loftów U Scheiblera, czyli apartamentów usytuowanych w obiekcie poprzemysłowym, cieszył się ogromnym powodzeniem nabywców. Nie bez znaczenia była też atrakcyjna cena - ostatnio 7 tys. zł za mkw., choć początkowo ceny zaczynały się od 4 tys. zł. Były więc aż o jedną trzecią niższe niż obecna średnia cena 1 mkw. nowego mieszkania w Łodzi, która w czerwcu tego roku - według portalu Tabela Ofert - przekroczyła pułap 6,1 tys. za mkw. We Wrocławiu cena za metr kwadratowy apartamentu o zbliżonym standardzie wynosi dziś około 11 tys. za 1 mkw. W centrum Poznania za 1 mkw. takiego lokalu trzeba zapłacić około 10 tys. złotych.

Jeszcze drożej jest w Warszawie. W Śródmieściu ceny za metr kwadratowy zaczynają się wprawdzie od 12 tys. zł za metr kwadratowy, ale w tych prestiżowych projektach, które nie weszły jeszcze w fazę realizacji, mieszczą się najczęściej w szerokim przedziale od 15 do 20 tys. złotych za 1 mkw. Chociaż najwyższą cenę trzeba zapłacić za apartament na ostatnim 45 piętrze apartamentu zaprojektowanego przez światowej sławy architekta Daniela Liebeskinda. W tym budynku, który powstanie przy Złotej 44, trzeba bowiem zapłacić 30 tys. złotych za mkw. Bez porównania tańsze będą lofty zrealizowane w budynkach po byłych Zakładach Optycznych przy ulicy Grochowskiej na Pradze. W tym przypadku cena 1 metra kwadratowego, jak zapowiada deweloper, będzie się wahać od 9 do 11 tys. złotych za metr kwadratowy.

Rozpiętość cen za apartamenty jest bez porównania większa niż w przypadku bardziej popularnych segmentów rynku. Zależy ona nie tylko od lokalizacji i standardu wykończenia, ale i szerokości oferty dodanej w postaci np. klubu fitness, basenu, ogrodu zimowego, recepcji świadczącej usługi o charakterze hotelowym czy też renomy projektującego budynek architekta. Podejmując decyzję o zakupie apartamentu w celach inwestycyjnych, a także z myślą o czerpaniu dochodów z najmu, trzeba, oczywiście, wszystkie czynniki uwzględnić i przeanalizować ich znaczenie oraz wartość dla przyszłego kupca lub najemcy.

- Ceny apartamentów w centrum Warszawy osiągnęły wysoki pułap i można oczekiwać, że ceny mieszkań w nowo budowanych luksusowych budynkach będą do tego cenowego pułapu zmierzać. A zatem wzrost wartości lokalu będzie w tym segmencie rynku największy, zwłaszcza że w szybkim tempie rosną ceny gruntów w najbardziej atrakcyjnych lokalizacjach - mówi Waldemar Olesiak, szef zespołu ds. badań i analiz Agencji Emmerson.

Trzeba jednak mieć świadomość, że rynek na drogie apartamenty (z wyjątkiem stołecznego) jest bardzo płytki. W metropoliach regionalnych równoczesna realizacja kilku projektów może skutecznie zahamować na dłuższy czas oczekiwany wzrost cen.

Wśród analityków rynku nieruchomości nie brakuje także opinii, że zwłaszcza ceny warszawskie są już nazbyt wyśrubowane.

- Ceny nie mogą rosnąć bez końca, w którymś momencie dojdzie do załamania trendu wzrostowego, pytanie tylko, kiedy to nastąpi - mówi Joanna Lebiedź ze stołecznej agencji Lebiedź i Lebiedź.

- Obserwujemy obecnie zdecydowanie mniejsze zainteresowanie zakupem najdroższych mieszkań, i to zarówno nowych, jak i tych z drugiej ręki - dodaje Lebiedź.

O rosnącej niepewności co do przyszłego stołecznego rynku luksusowych mieszkań może także świadczyć fakt, że w agencjach pojawia się coraz więcej ofert odsprzedaży tzw. opcji i cesji praw do apartamentów, które albo są w fazie realizacji, albo ich budowa jeszcze się nie rozpoczęła.

Znany deweloper Dom Developer już w lutym tego roku ogłosił, że wycofuje się z budowy apartamentów ze względu na rosnące ryzyko przegrzania rynku i obecnie skoncentruje się na budowie mieszkań tańszych.

JACEK PIASECKI

http://www.gazetaprawna.pl/?action=show ... .2.0.1.htm

Awatar użytkownika
Orzech

 
Posty: 147637
Ostatnio zalogowany: 23-12-2014
Miejscowość: Wrocław

Postprzez » Środa, 27 Listopada 2010, 12:00





 

Postprzez Orzech » Wtorek, 25 Wrzesień 2007, 11:58

Przybędzie terenów pod mieszkania

2007-09-25 (aktualizacja: 2007-09-24)
dr Katarzyna Domańska - Mołdawa (Puls Biznesu wyd. 2441, s. 29)


Sejm nie zdążył uchwalić planowanych zmian we wszystkich ustawach dotyczących procesów inwestycyjnych. Prawdopodobnie do Sejmu nowej kadencji wróci propozycja usunięcia barier regulacyjnych ograniczających swobodę inwestowania na rynku przez uproszczenie procedur administracyjnych i lepsze wykorzystanie dostępnych terenów.

Aby do tego doprowadzić, zaproponowano zmiany w ustawie z lutego 1995 r. o ochronie gruntów rolnych i leśnych. Zakładają one, że odrolnienie wszystkich gruntów w miastach powyżej 100 tys. mieszkańców oraz wszystkich gruntów klasy od IV do VI nie będzie już wymagało uchwalenia miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego. Konieczne pozostaje jedynie wyłączenie ich z produkcji rolniczej. W przyszłości wyłączenie to nie będzie odbywało się w drodze decyzji administracyjnej, lecz będzie wymagało tylko zgłoszenia.

Projekt przewiduje też istotne zmiany ustawy Prawo budowlane. Inwestorzy będą zwolnieni z obowiązku uzyskania pozwolenia na budowę obiektów mieszkalnych o powierzchni użytkowej do 5 tys. mkw. i wysokości do 12 m. W tym przypadku należy zgłosić budowę, dołączając projekt, wykonany przez uprawnionego projektanta wraz z wymaganymi decyzjami i opiniami.

Procedura sporządzania studium i planu miejscowego ma być usprawniona przez ograniczenie dotychczasowych obowiązków konsultacyjnych oraz skrócenie terminów konsultacji społecznych. Decyzja o warunkach zabudowy ze względu na brak planu miejscowego będzie konieczna przede wszystkim w przypadkach budowy wymagającej pozwolenia na budowę.

Przyśpieszona będzie również procedura zatwierdzania podziału nieruchomości. Przy braku decyzji właściwego organu w ciągu miesiąca od złożenia wniosku podział będzie następował automatycznie.

Dalsze zmiany dotyczą możliwości finansowania nowych inwestycji przez wprowadzenie możliwości emitowania listów zastawnych przez banki uniwersalne oraz możliwości uzys- kania kredytu mieszka- niowego.

Organizacje samorządowe zgłosiły zastrzeżenia do planowanej ustawy, ponieważ ich zdaniem nie ma możliwości prawidłowej oceny prawnej, ekonomicznej i przestrzennej jej skutków. Uznały one ponadto, że z proponowanych zmian wynikają zagrożenia dla ładu przestrzennego, ochrony środowiska oraz standardu zdrowotnego przestrzeni miejskich. Istnieją również wątpliwości co do oczekiwanych rezultatów uzyskania nowych terenów pod zabudowę w dużych miastach, gdyż liczba działek rolnych nadających się pod budownictwo w dużych miastach jest niewielka.

Rząd dążył do wprowadzenia nowych przepisów od początku 2008 r.

Awatar użytkownika
Orzech

 
Posty: 147637
Ostatnio zalogowany: 23-12-2014
Miejscowość: Wrocław

Postprzez Orzech » Wtorek, 25 Wrzesień 2007, 13:12

Na potęgę odrolniamy ziemię

2007-09-25 12:06

Co roku znikają 3 tys. hektarów pól w Polsce

30 milionów metrów kwadratowych ziemi. Tyle co roku znika spod upraw rolników. Jak to możliwe? Na potęgę odrolniamy grunty, by postawić na nich domy. Pod zabudowę idą najlepsze polskie ziemie. Rolnicy protestują, ale samorządy gmin się cieszą, bo na tym zarabiają.

Ludzie wręcz wyrywają sobie z rąk ziemię. Budowlana ma już takie ceny, że niewielu na nią stać, więc teraz rekordy popularności biją grunty rolne. Jeszcze do niedawna była obawa, że wielu z nich nie uda się przekształcić w takie, na których można zbudować dom. Dziś to właściwie formalność.

Jak pisze "Pierwszy Portal Rolny", samorządy, które muszą wydać zgodę na to, by z krajobrazu ich gminy zniknęło pole uprawne, a pojawiły się na nim domy, chętnie zgadzają się na przekształcenia. Zwłaszcza gruntów po byłych PGR-ach czy upadłych gospodarstwach, które leżą odłogiem i na których sprzedaży zarabiają.

I zwłaszcza, jeśli pole jest w pobliżu miasta. Władze tłumaczą wtedy, że produkty na niej wyhodowane byłyby nie dość czyste, bo powietrze skażone miastem, wody też zanieczyszczone. I zgadzają się na przekształcanie najlepszych gruntów nawet I i II klasy.

Ludzie kupują je z pocałowaniem w rękę. Metr ziemi budowlanej w najdroższych w Polsce okolicach Warszawy czy Poznania to ok. 200 zł. Najdroższa rolna kosztuje 10-krotnie mniej. Można więc pozwolić sobie na większą działkę bez obawy, że sąsiad będzie zaglądał nam w okna, w dodatku na gruntach wysokiej klasy doskonale czuć się będą nawet najbardziej wyszukane rośliny w naszym przydomowym ogrodzie.

Rolnicy protestują. Mówią, że za kilka lat w Polsce zostaną niemal same ugory. Dojdzie do tego, że marchewki czy kapustę będziemy importować, bo naszych warzyw i owoców nie będzie gdzie uprawiać. I co z tego, że na wsiach powstaną piękne osiedla czy wille, skoro mieszkańców nie będzie czym wykarmić.


Agnieszka Kozera

http://www.dziennik.pl/Default.aspx?Tab ... leId=61606

Awatar użytkownika
Orzech

 
Posty: 147637
Ostatnio zalogowany: 23-12-2014
Miejscowość: Wrocław

Postprzez Orzech » Środa, 26 Wrzesień 2007, 14:18

Ceny mieszkań nie rosną, ale tańszych ofert ubywa

Marek Wielgo, Lech Bojarski, Poznań 2007-09-26, ostatnia aktualizacja 2007-09-26 11:35

Średnie ceny mieszkań w większości największych aglomeracji rzeczywiście mogą przyprawiać o zawrót głowy. Ale spokojnie! Diabeł nie taki straszny, jak go malują statystycy - w każdym z tych miast bez problemu można znaleźć dużo tańsze lokum.

Na przykład w Warszawie mieszkania kosztują średnio grubo ponad 9 tys. zł za m kw. Monika Bazyl z firmy doradczej Reas zwraca uwagę, że na tę cenę składają się oferty od 3,9 tys. zł za m kw. w dzielnicy Wawer do ponad 20 tys. zł za metr głównie w Śródmieściu. Niewątpliwie średnią w stolicy zawyża 30 proc. mieszkań w cenie powyżej 10 tys. zł za m kw. Jednak niemal tyle samo, bo 27 proc. ofert, stanowią mieszkania oferowane za 6-8 tys. zł za metr, czyli znacznie poniżej średniej.

Podobnie jest w kilku innych dużych aglomeracjach. We Wrocławiu, według danych serwisu GazetaDom.pl, średnia cena w sierpniu wynosiła niespełna 7,4 tys. zł za m kw. Mniej więcej tyle (od 6 do 8 tys. zł za m kw.) kosztowało tu 57 proc. oferowanych mieszkań. Można tu jednak znaleźć mieszkania o wiele tańsze. Niemal jedna piąta z nich ma cenę od 4 do 6 tys. zł za m kw. Z kolei w Krakowie, który dorównuje średnią cen Warszawie, niemal co dziesiąte mieszkanie kosztuje 4-6 tys. zł za m kw. Za to w Katowicach przeszło połowa ofert nie przekracza 4 tys. zł za m kw.!

Uwaga! Wiele wskazuje na to, że tych tańszych mieszkań zaczęło ubywać.

Monika Bazyl opowiada, że największą zmianę struktury rynku widać w Trójmieście. Udział ofert w cenie dużo poniżej średniej (4-6 tys. zł za m kw.) spadł tu z 33 proc. w czerwcu do 24 proc. w sierpniu. Z kolei udział ofert "średnich" (6-8 tys. zł za m kw.) wzrósł w tym okresie z 39 do 49 proc.

A czy jest szansa, że sprzedający drogie mieszkania spuszczą z tonu?

Ceny transakcyjne niższe od ofertowych

Jeszcze trzy miesiące temu wśród pośredników i analityków rynku mieszkaniowego powszechna była opinia, że ceny w największych aglomeracjach będą rosły, choć wolniej niż w 2006 r. - Tymczasem zamiast oczekiwanych w najbliższych latach 10-15-proc. wzrostów, ceny transakcyjne idą w dół, a na rynku pojawia się coraz więcej ofert, na których nie ma chętnych - komentuje analityk Bankier.pl Michał Macierzyński. - Nawet pobieżna analiza wskazuje, że niektóre mieszkania sprzedawane są już od kilku miesięcy. Ich właściciele czekają na okazję, bo pamiętają, że jeszcze jakiś czas temu sąsiedzi sprzedawali bez problemu za taką samą cenę. Nie mają też na razie ochoty obniżać cen wywoławczych, bo przy obecnych cenach każda taka korekta to kwota, za którą można już kupić nowe auto. Pytanie, ile będą w stanie czekać, bo kupców akceptujących proponowane ceny będzie coraz mniej. Wszystko przez wzrost oprocentowania kredytów mieszkaniowych.

Faktycznie, w swoich najnowszych raportach firmy Oferty.net i Open Finance oraz Reas i GazetaDom.pl mówią o stabilizacji tzw. ofertowych cen mieszkań, choć równocześnie przyznają, że wyraźnie spadła liczba zawieranych transakcji oraz wydłużył się czas sprzedaży mieszkań. W efekcie ceny transakcyjne są niższe od ofertowych. Jak bardzo? Autorzy tych raportów oceniają, że średnio o 5-8 proc. Jednak warszawski pośrednik Tomasz Lebiedź, który jest w zarządzie Polskiej Federacji Rynku Nieruchomości, twierdzi, że przeceny sięgają nawet 20 proc.! - Chyba możemy śmiało ogłosić koniec stabilizacji cen mieszkań w Warszawie i wejście w fazę korekty - twierdzi Lebiedź. Jako przykład podaje historię sprzedaży 27-metrowej kawalerki w wielkim PRL-owskim bloku na osiedlu Za Żelazną Bramą. Ten rejon to niemal samo serce stolicy. W maju sprzedający mieszkanie chciał za nie 300 tys. zł, czyli przeszło 11 tys. zł za m kw. Lebiedź opowiada, że zainteresowanie było nawet spore, ale nikt nie chciał zapłacić takiej ceny. Ktoś proponował 287 tys. zł, ale właściciel nie przyjął tej oferty. Teraz, mimo że zszedł z ceną do 235 tys. zł, czyli 8,7 tys. zł za metr, mieszkanie ciągle zalega z ofertach agencji.

Co dalej z cenami?

Na to pytanie nie ma jednoznacznej odpowiedzi, bo analitycy mają różne zdanie na ten temat, np. prezydent Polskiej Federacji Rynku Nieruchomości Aleksander Scheller przyznaje, że możliwa jest korekta cen związana z pojawieniem się większej oferty mieszkań w którymś z dużych miast. - Jednak nie będzie ona większa niż 5-10 proc. I raczej należy się spodziewać, że będzie krótkotrwała - stwierdził niedawno Scheller w programie "Ruch w nieruchomościach" w TV Biznes. Według niego już w październiku ceny pójdą w górę. - Wzrost nie powinien jednak przekroczyć 10-15 proc. w skali roku - dodał.

Popyt na mieszkania miałby wzrosnąć m.in. dzięki szybko rosnącym dochodom, co poprawia relację cen mieszkań do zarobków. - Jeśli ten trend się utrzyma, to pod koniec roku przeciętna polska rodzina będzie mogła kupić na kredyt mieszkanie większe o 10 m kw. niż rok wcześniej - stwierdził niedawno Paweł Majtkowski z firmy brokerskiej Expander.

Jednak Michał Macierzyński z Bankier.pl nie jest takim optymistą. Według niego należy się liczyć z dalszym spadkiem cen. - Problem w tym, że o ile podwyżki stóp procentowych są w miarę pewne i dotkną dokładnie wszystkich kredytobiorców, to już ze wzrostem pensji nie jest już tak pewne. Warto zauważyć, że mówimy również o statystyce, a to sprawia, że nie wszystkim pensje wzrastają w takim samym stopniu. No i rzecz najważniejsza - klienci widzą, o ile wzrosły już koszty obsługi kredytu, i mają świadomość, że w najbliższym czasie będą kolejne podwyżki stóp procentowych. Wolą zatem powstrzymać się z decyzją, co przychodzi tym łatwiej, że ceny nieruchomości stanęły w miejscu. Im dłużej zaś będą zwlekać z decyzją, tym gorzej dla sprzedających. To oczywiście może po pewnym czasie wpłynąć na ofertę banków. Można się spodziewać, że będą one podchodziły do ryzyka bardziej konserwatywnie niż ma to miejsce obecnie. Zwiastunem tego jest brak licznych o tej porze promocji zachęcających do zaciągnięcia kredytu.

Deweloperzy są dobrej myśli

Tymczasem wśród deweloperów panuje przekonanie, że ceny nowych mieszkań wciąż będą rosły - wynika z badań firmy Millward Brown SMG/KRC (na zlecenie kancelarii prawnej Krawczyk i Wspólnicy). Aż 76 ze 100 ankietowanych przedstawicieli dużych i średnich firm deweloperskich i budowlanych oceniło sytuację na rynku jako dobrą lub bardzo dobrą. Deweloperzy nie mają wątpliwości, że popyt na mieszkania będzie nadal przewyższał podaż, bo tę hamuje przede wszystkim brak planów zagospodarowania przestrzennego, np. w Warszawie tylko 15 proc. powierzchni miasta jest objęte takim planem, który mówi, co i gdzie wolno budować. - A brak planu zagospodarowania oznacza konieczność przebrnięcia przez długotrwałą procedurę administracyjną - tłumaczy Michał Kozłowski z kancelarii Krawczyk i Wspólnicy, kierujący zespołem prawa nieruchomości.

- Pewne ograniczenia popytu w najbliższym czasie nastąpią. Jednak nie należy się spodziewać spadku cen, zwłaszcza poza aglomeracją warszawską. Firmy deweloperskie obecnie są w dobrej sytuacji finansowej, mogą więc prowadzić budowę bez udziału środków finansowych klientów, a to oznacza, że nie będą skłonne do obniżania cen - twierdzi Paweł Bugajny z Polskiego Związku Firm Deweloperskich.

Według niego odmienna jest sytuacja na rynku wtórnym. - Tutaj spadek cen jest nieunikniony, gdyż nie ma żadnych racjonalnych przesłanek dla utrzymywania cen mieszkań realizowanych w technologii wielkiej płyty na poziomie porównywalnym z nowymi mieszkaniami - ocenia Bugajny wyniki ankiety.

Problem w tym, że SMG/KRC przeprowadziło ją na przełomie czerwca i lipca, a od tego czasu także sytuacja na rynku pierwotnym nieco się zmieniła. Szefowie firm doradczych Reas Kazimierz Kirejczyk i redNet Property Group Robert Chojnacki są zgodni, że tempo sprzedaży mieszkań wyraźnie siadło. Coraz rzadziej kupują je inwestorzy, zarówno zagraniczni, jak i krajowi. - W największych aglomeracjach potencjał wzrostu cen został już wyczerpany. Możliwe są nawet lokalne spadki - oświadczył Chojnacki na niedawnym spotkaniu z bankowcami, zorganizowanym przez BRE Bank i Centrum Analiz Społeczno-Ekonomicznych (CASE). Według Chojnackiego najbardziej prawdopodobna jest przecena drogich mieszkań w budynkach "udających apartamentowce" (gęsta i wysoka zabudowa, brak terenów zielonych).

- Problemy mogą mieć też i ci deweloperzy, którzy zapłacili kosmiczne pieniądze za grunty, licząc na dalszy szybki wzrost cen mieszkań - wtórował mu Kirejczyk. - O ile jednak nie nastąpi poważne zahamowanie wzrostu gospodarczego, wzrost bezrobocia, skokowy wzrost inflacji i inne niekorzystne zjawiska w gospodarce, to głębokie i powszechne spadki cen, przekraczające 20 proc., wydają się mało prawdopodobne - uważa Kirejczyk.

Przyznaje, że zasadnicze znaczenie może mieć strategia przyjęta przez dużych inwestorów spekulacyjnych, zwłaszcza zagranicznych. Ewentualne załamanie na rynku brytyjskim i irlandzkim mogłoby spowodować paniczną wyprzedaż mieszkań na rynku polskim, a w konsekwencji spadek cen. Z kolei krajowych inwestorów do "wyprzedaży" części mieszkań mogłaby zmusić stagnacja na rynku czynszów w połączeniu z rosnącymi kosztami obsługi kredytów.

Kirejczyk podkreśla, że inna sytuacja może mieć miejsce w miastach tzw. III ligi, czyli o wielkości od 100 do 500 tysięcy mieszkańców. - W części miast z tej grupy, np. w Olsztynie, Lublinie, Białymstoku i Bydgoszczy, obserwujemy w tej chwili wyraźne ożywienie. Tam można spodziewać się nawet dwucyfrowego wzrostu cen.

Źródło: Gazeta Wyborcza

http://gospodarka.gazeta.pl/gospodarka/ ... 22023.html

Awatar użytkownika
Orzech

 
Posty: 147637
Ostatnio zalogowany: 23-12-2014
Miejscowość: Wrocław

Postprzez Orzech » Poniedziałek, 1 Październik 2007, 09:39

Mniejszy popyt i skuteczniejsze negocjacje


Spada popyt na mieszkania. Ceny ustabilizowały się lub rosną znacznie wolniej. Częściej niż dotychczas udaje się kupującym wynegocjować obniżkę.

Z barometru "Rz" wynika, że w ciągu minionego roku mieszkania na rynku wtórnym podrożały o 55 proc. W najbliższych miesiącach - zdaniem pośredników - podwyżki cen tych nieruchomości będą o wiele mniejsze. Do września 2008 r. - średnio w granicach 11 proc. Poszukiwane są mieszkania o najbardziej atrakcyjnej lokalizacji oraz tańsze w przeliczeniu na mkw.

- Spadło zainteresowanie zwłaszcza droższymi mieszkaniami - twierdzi Barbara Urbanowicz z Nordu w Koszalinie.

Pośrednicy obserwują, że w sytuacji, gdy ceny się nieco ustabilizowały, klienci reagują mniej nerwowo, wybierają mieszkania spokojniej, a decyzję o zakupie podejmują zgodnie z potrzebami, a nie z obawy, że za miesiąc nie będzie ich stać na zakup. Wzrosła w wielu rejonach kraju podaż. Do użytku przekazano sporo mieszkań nowych, a to z kolei zwolniło lokale na rynku wtórnym. Często bowiem kupujący drogi apartament sprzedają swoje stare mieszkania mniejsze lub o niższym standardzie. Poza tym nierzadko ci, którzy wstrzymywali się ze sprzedażą, widząc, że ceny stanęły, podejmują decyzję o wystawieniu swojej oferty.

- Nabywcy mogą obecnie wynegocjować coraz większe upusty - podkreśla Marcin Witkowski z agencji Henclewski w Poznaniu. - Znów zaczynamy mieć do czynienia z rynkiem kupującego.

Analitycy zastanawiają się, czy ograniczenie tempa wzrostu cen mieszkań jest tendencją trwałą. Zdaniem Pawła Majtkowskiego z Expandera - raczej tak. Może o tym świadczyć m.in. już rekordowy wzrost zadłużenia Polaków z tytułu kredytów hipotecznych.

- W najbliższym czasie ceny mieszkań, jeśli będą rosły, to wolniej niż płace Polaków, a to oznacza, że z każdym kolejnym miesiącem będzie ich stać na zakup coraz większego mieszkania. Na koniec tego roku przeciętna rodzina będzie mogła kupić na kredyt mieszkanie o powierzchni o 10 mkw. większej niż pod koniec 2006 - wyliczył Expander.

Anna Sielanko, redaktor "Rz"

Image

http://www.rzeczpospolita.pl/dodatki/ni ... i_a_3.html

Awatar użytkownika
Orzech

 
Posty: 147637
Ostatnio zalogowany: 23-12-2014
Miejscowość: Wrocław

Postprzez Orzech » Poniedziałek, 1 Październik 2007, 10:31

Mieszkanie dla studenta

(http://www.szybko.pl/22.08.2007, godz. 10:46)

Początek nowego roku akademickiego coraz bliżej. Oznacza to, że setki tysięcy studentów będą szukać lokum na najbliższych kilka miesięcy. Jak zabrać się do poszukiwań? Nasz poradnik może rozwiać nieco wątpliwości.

Więcej: http://biznes.onet.pl/0,1592804,wiadomosci.html

Awatar użytkownika
Orzech

 
Posty: 147637
Ostatnio zalogowany: 23-12-2014
Miejscowość: Wrocław

Postprzez Orzech » Środa, 3 Październik 2007, 09:16

BUDOWNICTWO Wkrótce spółdzielnie nie będą miały nic do zaoferowania

Nie ma szans na nieco tańsze mieszkania


Rok 2007 spółdzielnie zapamiętają jako najgorszy w historii. Liczba oddanych przez nie mieszkań może spaść nawet poniżej 8 tysięcy.

Za kilka lat nowe mieszkania kupimy już tylko od dewelopera lub wybudujemy sami. Spółdzielnie ograniczą swoją działalność do administrowania istniejącymi już lokalami. Co to oznacza? Zniknie szansa na nieco tańsze (spółdzielnie z definicji nie mają uzyskiwać zysku) niż u prywatnych inwestorów mieszkania.


Państwo nie chce pomagać

Jeszcze na początku lat 90. spółdzielnie oddawały co miesiąc tyle lokali, ile teraz udaje im się ukończyć w całym roku. Zagospodarowywały ponad połowę pierwotnego rynku nieruchomości. W tym roku po raz pierwszy udział lokali spółdzielczych w rynku pierwotnym spadł poniżej 7 proc. Patrząc na przeciętny czas trwania budowy domów spółdzielczych (2 - 3 lata) i rozpoczynane przez nie w ostatnim czasie inwestycje, ten i przyszły rok będą katastrofalne.

Spółdzielni nie stać na nowe inwestycje, bo zbyt dużo kosztuje je administrowanie już istniejącymi, starymi budynkami. To niejedyny kłopot.

- Po 1993 r. zlikwidowano preferencyjne kredyty mieszkaniowe, czego skutkiem był zanik budowy nowych spółdzielczych mieszkań lokatorskich - tłumaczy Jerzy Jankowski, przewodniczący Zgromadzenia Ogólnego Krajowej Rady Spółdzielczej.

Jeszcze w 1992 r. 6,1 proc. wydatków budżetu państwa kierowano na wspomaganie mieszkalnictwa, a z każdym rokiem udział ten zmniejszał się o 0,6 proc., by w tym roku spaść do 0,1 proc. W konsekwencji z 3,6 tys. spółdzielni zarządzających budynkami w całym kraju, tylko co dziesiąta prowadzi jakąkolwiek działalność inwestycyjną.


Problem z gruntami

Spółdzielnie mające własne tereny jeszcze przez jakiś czas mogą konkurować z deweloperami. - Ale te tereny szybko się wyczerpują - zauważa Waldemar Oleksiak, analityk rynku nieruchomości firmy Emmerson. Na kłopoty z gruntami wskazuje także dr Paweł Grząbka, dyrektor zarządzający CEE Property Group: - Na rynku jest wielkie zapotrzebowanie na tanie budownictwo i to mogłyby w przyszłości zagospodarować spółdzielnie. Trzeba jednak zmienić prawo. Tak, by miały łatwiejszy dostęp do gruntów.

Dr Grząbka zaznacza jednak, że nie dla wszystkich klientów spółdzielcze mieszkania będą atrakcyjne. Choćby dlatego, że inwestycja spółdzielni rozliczana jest ostatecznie na koniec. Początkowa cena metra może się zatem znacznie różnić od ostatecznej - do kosztów nowej inwestycji zarządy spółdzielni czasem dorzucają inne, niezwiązane z budową. W spółdzielniach wyższe są także, w porównaniu ze wspólnotami, późniejsze koszty administrowania lokalami.

Niemniej na rynku pozostaje spora grupa ludzi do zagospodarowania przez spółdzielnie. Zarabiających więcej niż ci, którym państwo powinno zapewnić lokale socjalne. Ale też niewystarczająco dużo, by kupić (nawet na kredyt) mieszkanie od dewelopera lub wybudować dom we własnym zakresie.

- By jednak spółdzielnie mogły się ze swoich zadań wywiązać, potrzebna jest jasna polityka mieszkaniowa państwa, a tej wciąż brak - podsumowuje Jankowski.


Na poprawę nie ma szans

Przy braku zainteresowania ze strony państwa upadek mieszkaniowej spółdzielczości wydaje się już przesądzony. Nie zmieni tego nawet lekkie odbicie, którego można się spodziewać w latach 2009 - 2010. W I połowie tego roku spółdzielnie rozpoczęły budowy ponad 4 tys. mieszkań (w poprzednich latach było to 3 - 3,5 tys.).

- Na poważniejsze zmiany nie ma jednak co liczyć - uważa Michał Sztabler, analityk rynku budowlanego i nieruchomości DM PKO BP. - Lekki skok jest efektem ogólnego boomu w budownictwie. Są nieliczne spółdzielnie, które nadal inwestują. Zwykle, wykorzystując należące do nich grunty wewnątrz osiedli. Jednak udział mieszkań spółdzielczych w całym rynku bez wątpienia nadal będzie się kurczył.

MARCIN ZWIERZCHOWSKI

Image

http://www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wyd ... a_a_3.html

Awatar użytkownika
Orzech

 
Posty: 147637
Ostatnio zalogowany: 23-12-2014
Miejscowość: Wrocław

Postprzez Orzech » Piątek, 5 Październik 2007, 17:03

Prezydent podpisał nowelizację Prawa budowlanego

PAP 05.10.2007 17:30

Prezydent Lech Kaczyński podpisał nowelizację ustawy Prawo budowlane. Zgodnie z nowelizacją, każdy budynek oddawany do użytku, sprzedawany lub wynajmowany, powinien mieć świadectwo charakterystyki energetycznej, które będzie określało jego dokładne zużycie energii.

Jak wyjaśniała wcześniej w Sejmie wiceminister budownictwa Elżbieta Janiszewska-Kuropatwa, certyfikaty energetyczne mają być wydawane przez osoby posiadające uprawnienia budowlane do projektowania w specjalności architektonicznej, konstrukcyjnej lub instalacyjnej. Nowy zawód certyfikatora będzie również dostępny dla osób, które odbędą kursy i zdadzą egzamin przed właściwym ministrem ds. budownictwa lub ukończą co najmniej roczne podyplomowe studia na kierunkach: architektura, budownictwo, inżynieria środowiska lub energetyka.

Koszt uzyskania świadectwa ma ponosić właściciel budynku. Dotyczyć to będzie tylko nieruchomości podlegających obrotowi. Według nowelizacji, koszt audytu budynku w dobrym stanie technicznym będzie wynosić kilkaset złotych.

Nowelizacja zaproponowana przez posłów PiS ma na celu dostosowanie polskich przepisów do unijnej dyrektywy w sprawie charakterystyki energetycznej budynków. Wymagany termin wdrożenia dyrektywy minął 4 stycznia 2006 r.

Ustawa wprowadza regulacje, które umożliwiają m.in. ocenę energetyczną budynków oraz mieszkań, okresowe kontrole kotłów i systemów klimatyzacji oraz kontrole instalacji, w których pracują kotły mające co najmniej 15 lat.

Ustawa ma wejść w życie 1 stycznia 2009 r., z wyjątkiem przepisów nakazujących ministrowi budownictwa określenie w drodze rozporządzenia sposobu obliczania charakterystyki energetycznej, wzoru świadectwa oraz sposobu jego sporządzania. Te przepisy wejdą w życie po trzech miesiącach od daty opublikowania nowelizacji.

Awatar użytkownika
Orzech

 
Posty: 147637
Ostatnio zalogowany: 23-12-2014
Miejscowość: Wrocław

Postprzez Orzech » Poniedziałek, 8 Październik 2007, 09:33

WYKUPY MIESZKAŃ SPÓŁDZIELCZYCH
Notariusze spisują nawet po kilkanaście umów dziennie

W kolejce po akty notarialne


Po kilka tysięcy wniosków o wykup mieszkań trafiło do poszczególnych spółdzielni w ciągu dwóch ostatnich miesięcy. Nawet tam, gdzie stan gruntów jest uregulowany i tak trzeba czekać wiele tygodni lub miesięcy, aby formalnie stać się właścicielem lokalu. Korki tworzą się u notariuszy - twierdzą spółdzielcy

Lawina wniosków ruszyła wraz z wejściem w życie nowelizacji ustawy o spółdzielniach mieszkaniowych. W wielu przypadkach podania zaczęły trafiać do biur spółdzielni już w lipcu. Największą falę napływu podań spółdzielnie mają za sobą. Ciągle jednak do wielu z nich, zwłaszcza tych dużych, wpływa po kilkanaście wniosków tygodniowo.

Prezes warszawskiej spółdzielni Osiedle Wilanów Janusz Niciński podkreśla, że terminy ustanowienia odrębnej własności lokali nie są zależne tylko od samych spółdzielni.

- Dużo zależy m.in. od tego, ile aktów notarialnych dziennie są w stanie sporządzić notariusze - mówi prezes Niciński.

Przedstawiciele notariuszy w kraju nie dostrzegają jednak kolejek po akty. - Nie mieliśmy żadnych sygnałów, które świadczyłyby o powstawaniu zatorów w kancelariach. Jeżeli zdarzają się takie sytuacje, to mają wyłącznie charakter incydentalny - twierdzi Jan Gielec, wiceprezes Krajowej Rady Notarialnej.


Katowice

W Spółdzielni Mieszkaniowej im. Paderewskiego w Katowicach jest około 4,2 tys. mieszkań. Najstarsze bloki pochodzą z 1972 roku.

Przed wejściem w życie nowych przepisów były tu 722 mieszkania lokatorskie.

- Od sierpnia, pod rządami nowej ustawy, przygotowaliśmy już 102 umowy dotyczące wykupu mieszkań. Siedem z nich dotyczyło ustanowienia odrębnej własności dla spółdzielczego własnościowego prawa, reszta - spółdzielczego lokatorskiego prawa do lokalu - wyjaśnia Lidia Grodowska, prezes SM im. Paderewskiego.

Wniosków o przekształcenie prawa do tej pory spośród 700 lokatorów złożyło około 600.

- Wnioski są nadal składane, ale nie można mówić o oblężeniu - twierdzi prezes Lidia Grodowska. Dodaje, że odrębną własnością lokali zainteresowani są posiadacze mieszkań lokatorskich. - Wśród posiadaczy spółdzielczego własnościowego prawa nie ma większego zainteresowania - mówi prezes katowickiej spółdzielni. W tej spółdzielni spłata umorzonego kredytu zamyka się kwotą od 6 do 32 zł.

Katowicka spółdzielnia mieszkaniowa Silesia ma 5257 mieszkań, z czego lokatorskich jest 2365, a własnościowych spółdzielczych 2892. Jak informuje Halina Baczyńska, prezes spółdzielni Silesia, odrębną własność ustanowiono dla 90 mieszkań, z czego 68 miało status lokatorski, a 22 własnościowy. O wykup mieszkań na podstawie nowych przepisów ubiega się tu 2026 osób.

- Codziennie wpływa od ośmiu do dziesięciu wniosków - mówi prezes Baczyńska. Spółdzielnia ocenia, że wnioski będą nadal składane. - Akty notarialne są sporządzane przez dwóch notariuszy jeden lub dwa razy w tygodniu. W ciągu jednego dnia notariusz spisuje od ośmiu do 12 umów, czyli w ciągu miesiąca możemy spisać maksymalnie 80 umów - mówi prezes Baczyńska. - Mamy dwa tysiące złożonych wniosków, z wyliczenia wynika więc, że wszystkie będą mogły być zrealizowane w ciągu dwóch lat lat - dodaje. Tzw. nominał, czyli kwota, za jaką można stać się właścicielem mieszkania, wynosi w tej spółdzielni od 2,97 zł do 999,02 zł.


Kraków

Jak podaje Zbigniew Bargiel, prezes spółdzielni Bińczyce, rok temu w jej zasobach znajdowały się 5332 mieszkania, w tym 833 lokatorskie, a zaledwie 19 własnościowych spółdzielczych. - Chociaż możliwość zmiany prawa do lokalu istniała od 2003 r., prawie nikt się tym nie interesował. Natomiast już podczas procesu legislacyjnego związanego z nowelizacją ustawy o spółdzielniach mieszkaniowych zainteresowanie wśród spółdzielców znacznie wzrosło, szczególnie w sferze lokatorskich praw do lokali - opowiada Zbigniew Bargiel. Od początku lipca do końca sierpnia wpłynęło 510 wniosków o przeniesienie prawa własności odrębnej lokalu na osoby, którym przysługują lokatorskie prawa, oraz 43 wnioski o przeniesienie prawa własności odrębnej lokalu na osoby, którym przysługują własnościowe prawa.

- We wrześniu intensywność składanych wniosków znacznie spadła - szacuję, że o ok. 70 proc. - mówi Zbigniew Bargiel. Zapewnia, że spółdzielnia jest w pełni przygotowana do wszelkich procedur związanych z przekształceniem praw. - Prowadzimy odpowiedni elektroniczny rejestr złożonych i realizowanych wniosków oraz udzielamy pełnej pomocy członkom w zakresie przygotowania i złożenia wniosku. Jedynym wąskim gardłem może tu być wydolność biur notarialnych w kwestii zawierania dużej liczby umów. Nasza spółdzielnia współpracuje z trzema biurami notarialnymi, w których zawieramy po 10 - 15 umów dziennie przez dwa - trzy dni w tygodniu. Szybkość zawierania umów zależy od odpowiednio wcześniejszego uzyskania i przekazania przez spółdzielnię do biura notarialnego wymaganych przez te biura danych dotyczących członków i ich współmałżonków oraz synchronizacji obu stron - opowiada.

Koszty, z jakimi muszą się liczyć osoby wykupujące mieszkania z tej spółdzielni, to kwoty od ok. 1 zł do 250 tys. zł. - Żadnych innych wydatków związanych z realizacją wniosku o przeniesienie odrębnej własności lokalu członkowie naszej spółdzielni nie ponoszą - zapewnia Bargiel.

Natomiast w SM Śnieżka, spółdzielni liczącej 900 lokali, do tej pory tylko 12 osób złożyło wniosek. - Problemów z przekształceniem nie mieliśmy żadnych. Wszyscy wnioskodawcy zostali już właścicielami mieszkań - zapewnia Alicja Wacławik, główna księgowa z SM Śnieżka. Mieszkania kosztowały od 300 do 1000 zł.

Łódź

W łódzkiej spółdzielni mieszkaniowej Klonowa jest 1325 mieszkań. Najstarsze powstawały w połowie lat 70. - Lokatorskich pozostało jedynie 33 - usłyszeliśmy w spółdzielni. - Niemal wszyscy bowiem wykupili mieszkania w połowie lat 80. Spośród tych, którzy jeszcze tego nie zrobili, wnioski złożyło 27 osób. Za lokal będą mogli zapłacić nawet poniżej 1 zł.

- W naszej spółdzielni trudno więc mówić o masowym wykupie - mówią przedstawiciele Klonowej. Przyznają, że spółdzielnia nie ma uregulowanych wszystkich spraw gruntowych, dlatego niektóre mieszkania są przekształcane bez prawa do części terenu.

W zasobach spółdzielni mieszkaniowej Zarzew z Łodzi, której najstarsze bloki pochodzą z końca lat 60., jest 8340 mieszkań. - Na starych warunkach, przed wejściem w życie nowych przepisów, wykupiono 5990 lokali - mówi Anna Michalak, członek spółdzielni. Wniosków o wykup od momentu wejścia w życie nowych przepisów złożono 2,1 tys., z czego 1600 dotyczy przekształcenia prawa lokatorskiego we własnościowe spółdzielcze prawo do lokalu, 600 osób ubiega się zaś o odrębną własność.

- To ogrom, pracujemy na pełnych obrotach - mówią przedstawiciele Zarzewia. Do tej pory podpisano już 35 aktów notarialnych. Problemem są zatory w kancelariach notarialnych.

Łódzka spółdzielnia mieszkaniowa im. Władysława Jagiełły ma z kolei 5510 mieszkań. - Z ustanowionym własnościowym prawem spółdzielczym są 4583 lokale - informują przedstawiciele spółdzielni. Od czasu wejścia w życie nowych przepisów złożono 763 wnioski o wykup lokali za symboliczną złotówkę. Na tym nie koniec - dziennie wpływają do spółdzielni po dwa, trzy podania. Do dziś spółdzielnia podpisała 31 aktów notarialnych. - Ceny wykupu kształtują się od ok. 4 zł w budownictwie z lat 70. do ok. 15 tys. zł w budynkach oddanych do eksploatacji w latach 90. - informują przedstawiciele spółdzielni.


Warszawa

Spółdzielnia Mieszkaniowa Osiedle Wilanów ma w zasobach 1895 mieszkań. Własnościowym prawem do lokalu legitymuje się 1687 osób. Wniosków o wykup wpłynęło tu 160. Jak informują władze spółdzielni, tuż po wejściu w życie nowych przepisów składano podania masowo. Teraz wpływa jedno na dwa, trzy tygodnie. Koszt przekształcenia prawa do lokalu wynosi w tej spółdzielni 6 - 10 zł.

Warszawska Spółdzielnia Mieszkaniowa ma w zasobach 26 tysięcy mieszkań. Część z nich powstawała ponad 50 lat temu. Jak informuje Kazimiera Szerszeniewska, prezes WSM, mieszkań lokatorskich jest tu 6,5 tys.

- Wniosków o przekształcenie na podstawie nowych przepisów wpłynęło ponad 3 tysiące. W większości przypadków stan prawny gruntów mamy uregulowany, więc nie będzie problemów z realizacją - mówi prezes Kazimiera Szerszeniewska. Dodaje, że spółdzielnia jest już gotowa do podpisywania pierwszych aktów notarialnych. Właścicielem lokalu można się tu stać nawet za 60 groszy.


Poznań, Gdańsk i Wrocław

W poznańskiej SM im. Cegielskiego, w której zasobach pozostaje w sumie ok. 3,5 tys. lokali, do tej pory złożono 600 wniosków. Napływają ciągle nowe. Stawki mieszkań, które idą do wykupu, są zróżnicowane. - W budynkach, które powstały w latach 1960 - 1980, ceny wynoszą od 3,50 do 10 zł - podaje Hanna Pastuszak, zastępca prezesa spółdzielni.

Natomiast w spółdzielni Osiedle Młodych do tej pory złożono 6,5 tys. wniosków. Na tym nie koniec - co tydzień wpływa kolejnych kilkanaście podań.

W zasobach tej spółdzielni jest prawie 31 tys. mieszkań, w tym obecnie ok. 7,5 tys. lokatorskich. - Do tej pory podpisano jeden akt notarialny dotyczący ustanowienia odrębnej własności lokali. Kolejne 20 zostanie podpisane lada dzień - opowiada Iwona Ossowska, przedstawicielka spółdzielni. Mieszkania kosztują od kilku do kilkuset złotych.

Do biura spółdzielni Suchanino w Gdańsku, która w sumie liczy 2,6 tys. mieszkań, do tej pory trafiło ok. 700 wniosków. Przedstawiciele SM spodziewają się wizyt kolejnych wnioskodawców. Tu w zależności od budynku i konkretnego mieszkania stawki za 1 mkw. sięgają od 6 do 20 zł.

We Wrocławiu w Spółdzielni Mieszkaniowej Biskupin, która ma w swoich zasobach 3366 mieszkań, w tym 289 lokatorskich, zostało złożonych 220 wniosków o przekształcenie. Do tej pory zarząd SM Biskupin pozytywnie rozpatrzył już 200 wniosków. Koszt mieszkań to stawki rzędu od 3 zł do około 14 zł.

ANETA GAWROŃSKA , DOROTA KACZYŃSKA

http://www.rzeczpospolita.pl/dodatki/ni ... i_a_1.html

Awatar użytkownika
Orzech

 
Posty: 147637
Ostatnio zalogowany: 23-12-2014
Miejscowość: Wrocław

Postprzez Orzech » Poniedziałek, 8 Październik 2007, 09:34

WYKUP LOKALI
Ile trzeba wyłożyć, aby z lokatora stać się właścicielem

Nie wystarczą grosze


Nawet jeśli spłaciliśmy kredyt zaciągnięty na budowę starego mieszkania spółdzielczego, wykupując je na własność, musimy się liczyć z wydatkiem rzędu co najmniej kilkuset złotych

Osoby, które zdecydują się na wykup mieszkania na własność, muszą spłacić wszystkie koszty związane z jego budową (ewentualne zadłużenie z tytułu opłat za lokal).

W przypadku mieszkań z lat 60., 70. czy 80. członkowie spółdzielni już dawno spłacili koszty budowy lokali. Mimo to spółdzielnia musi zwrócić do budżetu państwa umorzoną dawniej część kredytu. Chodzi o niewielkie sumy - od kilku do kilkuset złotych.

Znacznie większym wydatkiem będą dla spółdzielców opłaty związane ze sporządzeniem aktu notarialnego, czyli koszty notariusza oraz wieczystoksięgowe.

- Przepisy przewidują jednak pewne preferencje dla tego rodzaju umów. Wynagrodzenie notariusza w tym wypadku wynosi 1/4 minimalnego wynagrodzenia za pracę, czyli 234 zł. Dodatkowo należy pokryć koszty założenia księgi wieczystej. Opłaty te to ok. 300 zł. Zatem w sumie koszty, które musi ponieść nabywca wspomnianego spółdzielczego lokum, wyniosą około 500 - 600 zł - wyjaśnia Piotr Augustyniak, doradca finansowy z kancelarii Hogan & Hartson.

Dziś jeszcze nie płacimy VAT za taką transakcję. Sytuacja ulegnie zmianie na początku przyszłego roku. Trzeba będzie wówczas doliczyć 7 proc. VAT.

Nierówne prawa
Preferencyjnych zasad wykupu mieszkań nie można zastosować do lokali wybudowanych ze środków Krajowego Funduszu Mieszkaniowego.

Inne zasady obowiązują również dla mieszkań kupowanych na początku lat 90. Ich nabywcy swoje zobowiązania spłacają teraz według tzw. normatywu, czyli ustalonych odgórnie stawek pomnożonych przez metraż mieszkania. Jeśli chcą je wykupić - muszą się liczyć z o wiele wyższymi stawkami niż osoby zajmujące lokale z lat 60. - 80.

Na przykład w jednej z poznańskich spółdzielni trzeba zapłacić średnio ok. 10 tys. zł za przeniesienie własności zgodnie z przepisami ustawy z 30 listopada 1995 r. o pomocy państwa w spłacie kredytów i odsetek.

Być może ta sytuacja zmieni się na korzyść spółdzielców. Trwają bowiem prace nad nowelizacją ustawy o pomocy państwa w spłacie niektórych kredytów mieszkaniowych. Przewiduje ona, że na wniosek kredytobiorcy, który systematycznie przez dziesięć lat liczonych od 1 stycznia 1998 r. spłacał kredyt, bank umorzy pozostałe do zapłaty zadłużenie zarówno z tytułu skapitalizowanych odsetek oraz przejściowego wykupu odsetek od kredytu, jak i z tytułu samego kredytu.

Co z nowymi
Nowela prawa spółdzielczego wprowadza zakaz ustanawiania nowych własnościowych praw do lokali. Oznacza to, że osoba, która czeka dziś na zakończenie budowy nowego lokum spółdzielczego, odbierze już mieszkanie na własność.

- Jeżeli osoba uprawniona do ustanowienia własności lokalu złożyła wniosek w tej sprawie przed wejściem w życie nowelizacji, czyli przed 31 lipca 2007 r., spółdzielnia mieszkaniowa zawiera umowę przeniesienia własności lokalu w terminie trzech miesięcy od dnia wejścia w życie ustawy nowelizującej na podstawie obowiązujących aktualnie przepisów, a więc do końca października tego roku. Wyjątkiem od tej reguły może być tylko sytuacja, w której nieruchomość posiada nieuregulowany stan prawny lub spółdzielni nie przysługuje prawo własności albo użytkowania wieczystego gruntu, na którym wybudowała budynek lub wybudowali go jej poprzednicy prawni - tłumaczy Agata Okorowska, radca z wrocławskiej kancelarii BSO Prawo & Podatki.

Lokatorzy mieszkań w budynkach położonych na gruncie o nieuregulowanym stanie prawnym będą mogli do 31 grudnia 2010 r. występować do spółdzielni o przekształcenie prawa lokatorskiego we własnościowe spółdzielcze prawo do lokalu. Za to przekształcenie zapłacą tyle samo co spółdzielcy występujący o pełną własność.

kad

http://www.rzeczpospolita.pl/dodatki/ni ... i_a_6.html

Awatar użytkownika
Orzech

 
Posty: 147637
Ostatnio zalogowany: 23-12-2014
Miejscowość: Wrocław

Postprzez Orzech » Poniedziałek, 8 Październik 2007, 11:32

Korekta na rynku nieruchomości?


Czas najwyższych wzrostów cen mieszkań, przynajmniej w dużych miastach, minął bezpowrotnie. To jest poza dyskusją. Coraz częściej jednak pojawiają się opinie, że po obecnej fazie stabilizacji cen nadejdzie korekta, spadek cen przeszacowanych nieruchomości. Należy uznać taki scenariusz za prawdopodobny - uważa tak m.in. Bankier.pl.
Jeszcze kilka miesięcy temu przyszłość rynku mieszkaniowego wydawała się rysować w jednoznacznie jasnych barwach. Po okresie gwałtownych wzrostów, ceny miały nadal piąć się w górę, ale już wolniej - w tempie 10-15 procent rocznie. Tymczasem latem tego roku zdecydowanie zmalało tempo sprzedaży mieszkań, a ich ceny - m.in. we Wrocławiu, Trójmieście czy Krakowie - okazały się zdecydowanie zbyt wysokie. Zwiększyła się podaż nieruchomości: bardzo silnie rośnie liczba wydawanych pozwoleń na budowę, a deweloperzy w największych miastach przedstawiają wciąż nowe inwestycje. W 2006 roku we Wrocławiu wydano pozwolenia na budowę ok. 7800 lokali.

Warto zaznaczyć, że średnia cena metra kwadratowego nowego mieszkania w stolicy Dolnego Śląska w sierpniu br. (7187 zł - według danych redNet Consulting) oscylowała wokół ceny w Berlinie (1,8-2 tys. euro). To bardzo drogo, szczególnie biorąc pod uwagę różnice w dochodach w Polsce i Niemczech.

Kryzys u bram Polski?
Kiedy kilkanaście miesięcy temu rozpoczęły się poważne kłopoty na rynku nieruchomości w USA, trudno było przewidywać, że w jakimś większym stopniu dotkną one nasz kraj. W Polsce rygoryzm w przyznawaniu kredytów hipotecznych jest znacznie większy niż w Stanach Zjednoczonych: po USA krążył dowcip, że udzielano kredytu każdemu, u kogo można było wyczuć puls. Tymczasem w Polsce od ponad roku obowiązuje tzw. rekomendacja S, która ograniczyła ze względu na ryzyko kursowe możliwość zadłużania się w walutach obcych (głównie we franku szwajcarskim). Co więcej, obecnie rodzimy nadzór bankowy może zaostrzyć regulacje, np. wprowadzając zakaz udzielania kredytów na kwoty przekraczające wartość nieruchomości. Skutecznie ograniczyłoby to dostęp do kredytu wielu ludziom, obniżając potencjalny popyt.

Z USA kryzys na rynku nieruchomości przeniósł się do Wielkiej Brytanii. Piąty co do wielkości kredytodawca na brytyjskim rynku, bank Northern Rock, musiał się zwrócić do Banku Anglii o pomoc finansową. Po ogłoszeniu informacji o braku płynności, wartość akcji Northern Rock stopniała o jedną czwartą. W Wielkiej Brytanii po raz pierwszy od dwóch lat spadła cena nieruchomości, a wielu analityków - zapewne nieco na wyrost - straszy widmem obniżki cen nawet o połowę w ciągu trzech lat. Według "Guardiana" do końca roku 250 tysięcy właścicieli domów o mało chlubnej historii kredytowej może stanąć wobec dylematu, czy płacić większe raty, czy też zrezygnować z własnego domu.

Powyższe zawirowania niebezpiecznie zbliżają się do granic Rzeczypospolitej. W artykule z 10 września "The Wall Street Journal" odnotował rosnące co do sytuacji na rynkach nieruchomości na Bałkanach i krajach nadbałtyckich. Na tych rynkach w zeszłym roku ceny poszły w górę nawet o dwie trzecie. Banki w Rumunii, Bułgarii, Estonii i na Łotwie powoli zacieśniają warunki kredytowania. Potencjalni nabywcy nie są pewni przyszłości i wstrzymują się z zakupami.

- Jeśli problem dotyka kraje, które u nas niedawno reklamowano jako doskonałą inwestycję, to z jakiego powodu Polska ma być swego rodzaju enklawą? - pyta retorycznie Michał Macierzyński, analityk serwisu Bankier.pl.

Trzeba jednak podkreślić, że nie jest to opinia powszechnie podzielana przez wszystkich specjalistów. - Nie spodziewamy się, aby sytuacja na rynku międzynarodowym miała mieć duży wpływ na ceny w Polsce, ponieważ rynki nieruchomości są rynkami lokalnymi - wyjaśnia Emil Szweda z Open Finance. Podobnie sądzi Paweł Majtkowski z Expandera. Jego zdaniem ewentualne perturbacje na międzynarodowym rynku finansowym będą miały niewielki albo nawet żaden wpływ na polski rynek nieruchomości.

Wyższe stopy procentowe i płace
- Czynniki, które mogą mieć wpływ na ceny mieszkań, czy też raczej na siły popytu i podaży to z jednej strony rosnące stopy procentowe, które w pewnym sensie ograniczają zdolności nabywcze. Z drugiej jednak, te zdolności są uzupełniane przez znacznie szybszy wzrost płac, a także obniżenie składki rentowej. Spodziewamy się więc wręcz wzrostu popytu na mieszkania, mimo ich obecnych cen i mimo wzrostu oprocentowania kredytów - prognozuje Szweda.

Według Pawła Majtkowskiego ceny mieszkań będą rosły w tempie 7-10 procent rocznie. - Będzie to wynikiem głównie wciąż niezaspokojonego ogromnego popytu na mieszkania. Innym ważnym czynnikiem będzie mocna podwyżka płac, obecnie wzrost wynagrodzeń rok do roku wynosi już ponad 10 procent.

Michał Macierzyński podkreśla, że o ile podwyżki stóp procentowych są w miarę pewne i dotkną wszystkich kredytobiorców, to wzrost pensji nie jest równie oczywisty, nie obejmuje też wszystkich pracowników. Klienci widzą, o ile wzrosły już koszty obsługi kredytu i mają świadomość, że w najbliższym czasie czekają nas kolejne podwyżki stóp procentowych. Z tego względu powstrzymują się z decyzją, co jest tym bardziej zasadne, że ceny nieruchomości w miastach pierwszej ligi stanęły w miejscu. - Im dłużej zaś będą zwlekać z decyzją, tym gorzej dla sprzedających. To oczywiście może po pewnym czasie wpłynąć na ofertę banków. Można się spodziewać, że będą one podchodziły do ryzyka bardziej konserwatywnie niż ma to miejsce obecnie. Zwiastunem tego jest brak licznych o tej porze promocji, zachęcających do zaciągnięcia kredytu - analizuje Macierzyński.

Warto też dodać, że decydujące znaczenie może mieć nieprzewidywalny czynnik w postaci strategii wielkich inwestorów spekulacyjnych, zwłaszcza zagranicznych. Ewentualne załamanie na rynku brytyjskim i irlandzkim mogłoby wywołać paniczną wyprzedaż mieszkań na Polsce, a co za tym idzie - spadek cen. Już teraz do obrotu trafiają nowe mieszkania z drugiej ręki, kupione przez inwestorów w celach komercyjnych. Wolą oni zrealizować spore zyski niż pozostawać na niezbyt pewnym rynku.

Rynek pierwotny i wtórny
Prognozy dotyczące przyszłości rynku nieruchomości w Polsce są niejednoznaczne. Co więcej, liczne analizy pokazują, że rynek pierwotny i wtórny mogą zachowywać się w odmienny sposób. Serwisy zajmujące się handlem mieszkaniami na rynku wtórnym zgodnie donoszą o wyraźnym spadku liczby zawieranych transakcji i wydłużającym się czasie sprzedaży mieszkań. Na niektóre w ogóle trudno znaleźć chętnych, przynajmniej przy obecnych cenach. Jakkolwiek finansowe oczekiwania sprzedających nie zmalały, to faktyczne ceny transakcji są niższe o 5-8 procent.

- Ze względu na siłę popytu z jednej strony, a z drugiej na wzrost kosztów robocizny, materiałów i gruntów pod inwestycje, spadek cen na rynku pierwotnym jest w perspektywie kilku miesięcy wręcz wykluczony - mówi Emil Szweda z Open Finance. - Inaczej może się zachowywać rynek wtórny. Mniej będzie chętnych na mieszkania o niskim standardzie, których cena faktycznie może zostać urealniona, czyli sprowadzona w dół, także ze względu na uwłaszczenie członków spółdzielni mieszkaniowych, którzy będą mogli dysponować już swoimi hipotekami.

- Tracić na wartości mogą mieszkania w gorszych lokalizacjach. Jednak nie spodziewałbym się w najbliższym czasie mocnych spadków cen lokali we wszystkich budynkach z tzw. wielkiej płyty. Obecnie są to jedne z najtańszych mieszkań na rynku, co powoduje, że dla wielu osób jest to jedyne mieszkanie, jakie mogą kupić. Ten popyt będzie przeciwdziałał znacznemu spadkowi ich cen w ciągu najbliższych dwóch lat - przewiduje Paweł Majtkowski z Expandera.

Wrocław jest blisko górnego pułapu średniej ceny za metr kwadratowy, która w najbliższym czasie - zdaniem Macieja Dymkowskiego z redNet Property - sięgnie 7-7,5 tysięcy złotych.

Sławomir Czapnik


Hiszpański scenariusz

Zdaniem niektórych specjalistów, w Polsce może się powtórzyć scenariusz, jaki zrealizował się po wstąpieniu Hiszpanii do Unii Europejskiej. W tym kraju, po pięcioletnim okresie wzrostu cen po wejściu do UE (w tym czasie ceny się podwoiły) nastąpiła krótka, kilkuprocentowa korekta, potem siedem lat stagnacji i znowu faza zdecydowanego wzrostu. W Polsce podwojenie cen nastąpiło już w ciągu trzech lat, więc - jak uważa szef firmy doradczej Reas Konsulting Kazimierz Kirejczyk - może się okazać, że okres stagnacji cen będzie jeszcze krótszy. Trzeba jednak podkreślić, że wielką niewiadomą jest sytuacja gospodarcza w Polsce, ponieważ wielu ekonomistów uważa, że jesteśmy u szczytu cyklu koniunkturalnego i nie można wykluczyć obniżenia tempa wzrostu PKB w najbliższej przyszłości (w ciągu dwóch, trzech lat), co negatywnie odbiłoby się na rynku mieszkaniowym.

http://www.biznespolska.pl/gazeta/artic ... tid=148251

Awatar użytkownika
Orzech

 
Posty: 147637
Ostatnio zalogowany: 23-12-2014
Miejscowość: Wrocław

Postprzez Orzech » Wtorek, 9 Październik 2007, 13:27

Czy stać nas jeszcze na wzrosty cen domów i mieszkań?

Utarło się przekonanie, że na inwestycjach w nieruchomości nie można stracić. Ostatnio nie milkną jednak echa problemów kredytobiorców w Stanach Zjednoczonych. Drastyczny spadek liczby oddawanych na rynku pierwotnym domów w USA oraz regres cen największy od lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku pokazują, że rynek nieruchomości rządzi się swoimi prawami. Amerykańskie wydarzenia poddają pod rozwagę decyzje polskich inwestorów planujących czy to budowę domu, czy też zakup nowego mieszkania.


Promyk nadziei

W tych minorowych nastrojach zza Oceanu należy zauważyć jednak promyk nadziei. Przeceny na rynku nieruchomości pozwalają na swoiste oczyszczenie rynku pod względem cen. Zawyżane przez hossę ceny gruntów, materiałów budowlanych, robocizny i w efekcie całkowite koszty budowy mają szanse na urealnienie. Inwestorzy stają się dużo bardziej rozważni i staranni w planowaniu inwestycji, a to nie może przecież działać na ich niekorzyść. Cykl na rynku nieruchomości ma natomiast to do siebie, że po kryzysie pojawi się nowa jakość i kolejne wzrosty. Czas kryzysu staje się więc dobrym momentem na przygotowanie inwestycji.
Chociaż polski rynek domów i mieszkań nie jest tak przejrzysty jak amerykański, jednak i u nas można zauważyć znaczące symptomy przegrzania koniunktury w mieszkaniówce. Deweloperzy mają coraz większe problemy ze sprzedażą nowych inwestycji, a nieuzbrojone działki oferowane za niebotyczne ceny już się nie sprzedają. Ci którzy nie załapali się na grunty po starych cenach mogą, wydaje się, już tylko spokojnie czekać. Na finiszu w wielu gminach są nowe plany zagospodarowania przestrzennego, a to właśnie one mogą uwolnić tak oczekiwaną podaż gruntów.


Grunt to lokalizacja

Właściciele gruntów dziś liczą na coraz większe zyski związane z nowymi planami zagospodarowania przestrzennego. Warto zauważyć, że plany, szczególnie w mniejszych gminach, wprowadzają nową jakość przestrzenną i mogą nieco zaskoczyć osoby liczące na dalsze wzrosty. Dość restrykcyjne minimalne wymogi dla powierzchni działek budowlanych - zwykle 10-15 arów – mogą zablokować dzielenie działek w nieskończoność. Dotychczas dzielenie działek było dobrym sposobem na generowanie dodatkowych zysków. W przyszłości może mieć to natomiast wpływ na uspokojenie rynku, ale potrzebna jest dodatkowa podaż gruntów. Ograniczenie wzrostu cen skłoni inwestorów utrzymujących grunty pod wzrosty cen do ich sprzedaży. Sprawę ułatwiłoby ograniczenie renty planistycznej, przynajmniej w okresie przejściowym lub wprowadzenie podatku katastralnego dla nieruchomości w „zamrażarce”.
W dłuższej perspektywie trend wzrostowy cen gruntów powinien zostać jednak utrzymany. Spoglądając na historię krajów bardziej pod tym względem rozwiniętych, należy zwrócić uwagę na coraz większe zróżnicowanie rynku. Za grunt w dobrej lokalizacji można zapłacić dużo, bo ta lokalizacja ma pewien potencjał. I nie może być to potencjał oparty jedynie na chciejstwie sprzedającego. Najprościej jest z nieruchomościami komercyjnymi, w tym wypadku grunt jest warty takiej ceny, ile możemy zarobić przy jego pomocy dla określonego zastosowania. W przypadku gruntów pod budownictwo mieszkaniowe wagi poszczególnych cech lokalizacji mogą się zmieniać. Zmieniają się też mody i styl życia. Po centrach miast i rozwoju przedmieść na topie są kurorty i znane miejscowości. Wybierając lokalizację i poszukując wymarzonej działki warto dokładnie zastanowić się nad celem inwestycji. Jeśli są to jedynie potrzeby mieszkaniowe, to oczywiście wybór jest dość prosty. Traktując budowę domu jako lokatę jest już trudniej, bo wartość nieruchomości w długim okresie czasu może ulegać znacznym wahaniom.


Ceny i koszty w górę

W sektorze budowlanym szaleństwo inwestycyjne w związku z organizacją EURO 2012 już osiąga swoje apogeum. Duża liczba inwestycji infrastrukturalnych powoduje, że istotnie brakuje materiałów budowlanych, ale co dotkliwsze, także fachowych rąk do pracy. O ile te pierwsze dość łatwo można importować, to z pracownikami nie jest już tak prosto. Liczne ograniczenia w prawie pracy, ale co gorsze słabe zainteresowanie pracowników z innych krajów pracą w Polsce nie poprawiają sytuacji. Wydaje się też, że źródłem problemów w branży budowlanej są niskie kwalifikacje, a w ślad za tym niska wydajność. System kształcenia zawodowego nie zdał egzaminu. Wśród inwestorów indywidualnych coraz częściej można zauważyć próby realizowania prac we własnym zakresie. Może wyjściem z sytuacji jest po prostu wzajemna pomoc sąsiedzka, czy idea habitatów. O ileż interesujące byłyby to sposoby budowania, to jednak pozostają one mało efektywne. Niemniej jednak widząc nieporadnego budowlańca, któremu wszystkie schody, jak w kabarecie wychodzą ruchome, niejeden z inwestorów weźmie sprawy w swoje ręce.
Patrząc jednak bardziej ogólnie można już dostrzec firmy, które dostarczają kompleksowe usługi deweloperskie nawet w budownictwie indywidualnym. W przyszłości rola takich firm, nie tylko polskich, ale z innych krajów Unii będzie rosła. Docelowo powinno to sprzyjać obniżaniu kosztów z uwagi na efekty skali. Już w chwili obecnej kalkulacja kosztów budowy systemem gospodarczym i dobrze skalkulowanej usługi deweloperskiej będzie na korzyść tej drugiej. Sęk w tym, że firmy godne zaufania można policzyć na przysłowiowych palcach jednej ręki. Na razie wzrost kosztów budowy w ostatnich dwóch latach dramatycznie odbiega od statystycznego poziomu inflacji. Chcąc nadążyć za kosztami niemal wszyscy inwestorzy są zmuszeni do sięgania po kredyty, co dodatkowo napędza i tak wysokie ceny nieruchomości.


Stopy procentowe inwestorze

Gwałtowny wzrost kredytowania hipotecznego do już ponad 100 miliardów złotych uważany jest za motor skokowego wzrostu cen nieruchomości w ostatnim czasie. Nie można oczywiście się nie zgodzić z takim stwierdzeniem. Wyższe ceny to jednak nie tylko efekt samych kredytów. To raczej kwestia relacji pomiędzy kredytobiorcami oraz instytucjami bankowymi. Te drugie, licząc na spore zyski, wiele sił włożyły w rozpropagowanie idei kredytowania hipotecznego. Zmieniło się tez podejście klientów, którzy dostrzegli, że rynek nieruchomości jest dobrą okazją nie tylko do zdobycia wymarzonego dachu nad głową, ale również jest formą zarabiania.
Warto zauważyć, że nie byłoby to możliwe, gdyby nie było niskiego poziomu stóp procentowych. Dzięki niższym odsetkom rata kredytu przy takim samym poziomie kapitału jest znacznie niższa. Dzięki temu przy kredytach dwudziesto-, trzydziestoletnich możemy obsłużyć kilkakrotnie wyższy kredyt. Z drugiej strony zapomina się jednak, że i owszem stopy procentowe są niższe, ale formuła WIBOR plus marża odsetkowa nie gwarantuje stałości kosztów finansowania. To chyba obecnie główna różnica pomiędzy Zachodem a Polską, jeśli chodzi o kredyty hipoteczne – przynajmniej od strony klienta. Sam poziom oprocentowanie kredytów nie różni się już tak znacznie. Patrząc na ofertę kredytową w polskim sektorze bankowym można łatwo zauważyć konwergencję stóp procentowych. Niewątpliwie najniżej oprocentowane kredyty we frankach szwajcarskich stają się coraz mniej popularne z uwagi na konieczność uwzględnienia w kosztach kredytowania spreadu walutowego. Klienci wcześniej na ten „szczegół” zwracali mniejszą uwagę, a oznacza on istotne podwyższenie kosztów finansowania. Inaczej sytuacja ma się z euro. W Polsce co prawda można już zaciągnąć kredyt o stałej stopie procentowej np. na 20 lat, ale tylko w euro. Nawiasem, jest to jeden z argumentów za najszybszym wprowadzeniem euro w Polsce, który jest najmniej zauważalny, a dotyczy rzeszy już miliona kredytobiorców. Stałe oprocentowanie daje korzyść w postaci określonej wysokości kosztów i pozwala planować budżet domowy. Ryzyko zmiany stóp procentowych przejmują na siebie rynki finansowe. Sam poziom oprocentowania kredytów w euro jest w tej chwili porównywalny z kredytami w zł.

Przy obecnych tendencjach w Europie do wzrostu ceny pieniądza i przy coraz wyższym ryzyku finansowania byłby to element stabilizujący dla akcji kredytowej. Klient jest dzięki temu chroniony przed skokami ceny pieniądza w sytuacji presji inflacyjnej. Zdolność kredytowa liczona jest coraz częściej na miarę chęci, często bez patrzenia na realne możliwości. Może chcąc mieć spokojne sny warto jeszcze poodkładać pieniądze na wkład własny, aby poczuć się naprawdę współwłaścicielem, niż być może zaciągać kredyt nawet na 130 proc. wartości inwestycji.


Banki podgrzewają atmosferę

Liczba nowych kredytów hipotecznych rośnie lawinowo. Wręcz można odnieść wrażenie, że banki tylko nimi się zajmują. Patrząc obiektywnie, jeśli chodzi o wartość udzielonych kredytów nadal jesteśmy w ogonie Europy. Relacja wielkości tego rodzaju kredytów do Produktu Krajowego Brutto nie przekracza jeszcze 10 procent, podczas gdy średnia europejska to 40-50 procent. Banki grają tak naprawdę o tę różnicę. Grają pomiędzy sobą, ale również w obawie przed coraz bardziej realną konkurencja z zagranicy. Instytucje finansowe z krajów UE mają już bowiem teoretycznie swobodny dostęp do naszego rynku. Ewentualne przyjęcie euro może tylko ten proces przyspieszyć.
Wbrew pozorom i chociażby Rekomendacji S, która wprowadziła ograniczenia, banki po prostu muszą udzielać coraz większej liczby kredytów. Zmuszają je do tego oczekiwania właścicieli co do utrzymania już mocno wyśrubowanego poziomu zysków. Od tego zależą premie i laury dla bankowców, a to najbardziej rzeczowy argument w walce o klienta. Widzimy więc drugi oddech promocji i ofensywy hipotecznej. Nawet bardziej konserwatywne banki, takie jak np. BZ WBK, ING łaskawiej spoglądają na swoich klientów. Problemem jest coraz wyższy koszt budowy domów i mieszkań. W porównaniu z ubiegłym rokiem na taki sam metraż trzeba średnio wydać o 30 proc. więcej, a stąd coraz wyższe kredyty. Łagodniejsze traktowanie zdolności kredytowej, to też wynik bardzo dobrej jakości spłacanych kredytów mieszkaniowych. Tylko zaledwie co pięćdziesiąty kredytobiorca ma problemy z regulowaniem rat kredytu. Dzięki temu można poluzować politykę kredytową. Co jednak stanie się, jeśli polska gospodarka popadnie w kryzys? Scenariusz amerykański? Raczej nie, bo kredytów bądź co bądź jest mniej, a i nadzór bardziej jest restrykcyjny. Ze spadkiem wartości nieruchomości warto się jednak liczyć, bo sięgamy już po rezerwy popytu. Korekta na rynku wtórnym w cenach transakcyjnych jest już widoczna i być może deweloperzy wkrótce zmierzą się z podobnym zjawiskiem jakie miało miejsce w 2001-2002 roku. Można mieć tylko nadzieje, że są to już inne, lepiej przygotowane do dekoniunktury firmy, a wentylem bezpieczeństwa dla branży budowlanej jest infrastruktura.

Na razie odbywa się kuszenie promocjami i dodatkowymi korzyściami. Banki przodują w tym procederze. Nie robią też tego bezinteresownie. Kredytobiorca zasadniczo może liczyć na teoretycznie darmową kartę kredytową oraz promocyjne oprocentowanie kredytu. W tym drugim jednak wypadku okazuje się zwykle, że inne koszty nie są już tak przyjazne. Warto więc wybierać jasny układ z minimalną liczbą prowizji i prostymi zasadami ustalania oprocentowania. Szczególnie na baczności muszą mieć się osoby zaciągające kredyty denominowane w walutach obcych. Poprzez sposoby określania spreadu pomiędzy kursami kupna i sprzedaży przy wypłacie kredytu oraz płaceniu rat banki realizują dodatkowe zyski. Większość klientów wybiera kredyty w złotych, co jest zupełnie naturalne. Stara zasada doradztwa finansowego mówi, że osoby indywidualne powinny brać kredyty w takiej samej walucie w jakiej osiągają podstawowe dochody. W innym wypadku pozostają z otwartą pozycją walutową, która w długim okresie kredytowania powoduje istotne ryzyko walutowe. Przed tym ryzykiem klient nie jest chroniony, a ewentualne przewalutowanie następuje zwykle po fakcie.


Bardziej profesjonalnie i bardziej pewnie

Czy będziemy w naszym kraju świadkami hipotecznego „dance makabre”? Po euforycznym wybuchu w 2006 roku i olbrzymim hałasie medialnym można mieć już nadzieję, że polski rynek nieruchomości powoli, aczkolwiek systematycznie normalizuje się. Pozytywem jest coraz większa wiedza na temat ryzyka finansowego, jakie rodzi zaangażowanie w prowadzenie inwestycji. Inwestorzy już nie są tak ufni, nie inwestują pod wpływem impulsu, dokładnie planują swoje decyzje. Dzięki coraz szerszym możliwościom inwestycji za granicą widzimy również jak wyglądają bardziej rozwinięte rynki europejskie i przenosimy tamte standardy do naszego kraju. Przenikanie dobrych nawyków, chociażby poprzez powrót do kraju osób należących do emigracji zarobkowej zwiększa szanse na łatwiejsze prowadzenie inwestycji. Banki natomiast, chcąc zdobywać zaufanie kolejnych klientów, muszą ich traktować partnersko jeśli nie chcą stracić rynku na rzecz bardziej kreatywnych konkurentów. Coraz częściej korzystają więc w tym zakresie z usług wyspecjalizowanych doradców i pośredników.

Żródło: bankier.pl/ budnet.pl
Autor: Dr Bogusław Półtorak Główny Ekonomista Bankier.pl
Data: 2007-10-09

http://www.budnet.pl/artykul.php?i=6809

Awatar użytkownika
Orzech

 
Posty: 147637
Ostatnio zalogowany: 23-12-2014
Miejscowość: Wrocław

Postprzez Orzech » Wtorek, 9 Październik 2007, 13:55

PiS znowu chce zbudować trzy miliony mieszkań

Marek Wielgo 2007-10-08, ostatnia aktualizacja 2007-10-08 20:57


Rząd PiS zalicza do swoich osiągnięć utrzymanie 7-proc. stawki VAT w budownictwie mieszkaniowym, choć ustawa w tej sprawie jest dziełem... opozycji!

Sukcesy rządu zaprezentował w poniedziałek minister budownictwa Mirosław Barszcz, o którym dwa dni wcześniej premier Jarosław Kaczyński powiedział w czasie konwencji PiS w Łodzi, że jest "doskonałym fachowcem". Kaczyński odniósł się do zapowiedzi PiS z poprzednich wyborów, że w ciągu ośmiu lat powstaną 3 mln mieszkań: - Ciągle nam ten program wypominają, mówią o tych trzech milionach mieszkań. Oczywiście tego nie da się zrobić od razu. Myśmy w Ministerstwie Budownictwa mieli panów z Samoobrony, więc był wielki kłopot, ale teraz już mamy doskonałego fachowca - powiedział premier.

Panowie z Samoobrony to Antoni Jaszczak i Andrzej Aumiller. Pierwszy faktycznie dystansował się od zapowiedzi polityków PiS. Jednak już Aumiller uchodził za ulubieńca Kaczyńskiego. - To człowiek przejęty tym wielkim planem budowy mieszkań - chwalił go premier kilka miesięcy temu. Dlaczego teraz zmienił zdanie? Rząd nie może pochwalić się żadnym spektakularnym sukcesem budowlanym. Sytuację próbował ratować Barszcz, ale opozycja zablokowała projekt jego specustawy mającej znieść niemal od ręki część barier w budownictwie mieszkaniowym (m.in. likwidacja pozwolenia na budowę domów i odrolnienie gruntów w obrębie większych miast). Dodajmy, że w specustawie Barszcza znalazłyby się najważniejsze rozwiązania m.in. z projektów dwóch innych ustaw: o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym oraz prawa budowlanego, które powstały za czasów Aumillera.

Czym więc chwali się rząd?

• Definicją budownictwa społecznego, która zapobiegnie podwyżce VAT na nowe mieszkania i domy z 7 do 22 proc. od 2008 r. Sęk w tym, że definicja jest dziełem opozycji, która przeforsowała wbrew rządowi objęcie nią wszystkich remontów.

• Bezterminowym przedłużeniem ustawy o tzw. zwrocie VAT. To dzięki niej inwestorzy mogą odzyskać - w granicach ustawowego limitu - różnicę między stawką 22 i 7 proc. za większość materiałów budowlanych.

• Zwiększeniem poziomu bezpieczeństwa w budownictwie. Chodzi m.in. o wymóg kontrolowania stanu technicznego dużych obiektów (hal, magazynów, sklepów) minimum dwa razy w roku.

• Dofinansowaniem budowy mieszkań socjalnych i noclegowni. Taki program ruszył w styczniu. Rząd deklaruje, że w ciągu ośmiu lat wyda na ten cel 2,5 mld zł, dzięki czemu dach nad głową znajdzie ponad 100 tys. rodzin. W tegorocznym budżecie zarezerwowano 185 mln zł i tyle samo w rządowym projekcie przyszłorocznego budżetu.

• Możliwością taniego wykupu mieszkań lokatorskich w spółdzielniach. Jednak wykup za grosze lokatorzy zawdzięczają posłom głównie z PiS, LPR i PO. Rząd chciał dać w tej kwestii wolną rękę spółdzielniom.

Rząd nie wspomina o kredytach mieszkaniowych z budżetową dopłatą. Dlaczego? - Nie jestem zwolennikiem tego pomysłu - odpowiedział Barszcz. I wyjaśnił, że w pierwszej kolejności potrzebne są rozwiązania, dzięki którym radykalnie wrośnie podaż nowych mieszkań, a w efekcie wyhamują ich ceny. Minister zapowiedział nowy program, który zakłada budowę mieszkań przez regionalne Agencje Budownictwa Społecznego (spółki zakładane przez wojewodów) na terenach państwowych. Owe ABS-y, podobnie jak działające już TBS-y (spółki zakładane głównie przez gminy) korzystałyby z preferencyjnych kredytów. Równocześnie resort budownictwa chce umożliwić wykup mieszkań lokatorom TBS-ów. Barszcz liczy, że dzięki temu budżet odzyska przynajmniej jedną piąta z ponad 6 mld zł, które wyłożył do tej pory na kredyty dla TBS-ów.

http://gospodarka.gazeta.pl/gospodarka/ ... 59964.html

Awatar użytkownika
Orzech

 
Posty: 147637
Ostatnio zalogowany: 23-12-2014
Miejscowość: Wrocław

Postprzez Orzech » Wtorek, 9 Październik 2007, 20:01

Jak poprawić sytuacji w budownictwie mieszkaniowym?

PAP 09.10.2007 19:27

Wykorzystywanie gruntów państwowych pod inwestycje budowlane, obniżenie kosztów transakcji na rynku nieruchomości oraz uproszczenie procedur tworzenia planów miejscowych, to - zdaniem uczestników wtorkowej debaty poświęconej budownictwu mieszkaniowemu - główne czynniki, które sprzyjałyby rozwojowi tej branży w Polsce.

We wtorek w Warszawie odbyła się debata "Poprawa sytuacji mieszkaniowej - co realnie można zrobić?", zorganizowana przez Polską Konfederację Pracodawców Prywatnych Lewiatan. W debacie udział wzięli m.in. przedstawiciele partii politycznych.

Szef resortu budownictwa Mirosław Barszcz do barier utrudniających powstawanie nowych mieszkań w Polsce zaliczył m.in. zbyt skomplikowane procedury tworzenia planów miejscowych. Jego zdaniem, należy również obniżyć koszty transakcji na rynku mieszkaniowym, które - jak podkreślił - sięgają nawet do 10 proc. wartości nieruchomości

Według Wiesława Szczepańskiego (Lewica i Demokraci) Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKiK) powinien zwiększyć kontrolę nad producentami materiałów budowlanych, by nie dochodziło do zmów cenowych. Poza tym - jak podkreślił - Polska powinna otworzyć swój rynek na pracowników budowlanych ze Wschodu, by zmniejszyć koszty pracy w tym sektorze. Zdaniem polityka LiD, zmian wymagają również ustawy o budownictwie socjalnym, o dodatkach mieszkaniowych, a także ustawa o niektórych formach wspierania budownictwa społecznego.

Szczepański zapowiedział, że po wyborach parlamentarnych SLD złoży w Sejmie projekt nowelizacji ustawy o finansowym wsparciu rodzin w nabywaniu własnego mieszkania. Sojusz chce, aby osoby samotne mogły korzystać z dopłat do kredytów mieszkaniowych, finansowanych z budżetu państwa. Obecna legislacja daje taką możliwość tylko rodzinom i osobom samotnie wychowujących dzieci. Potencjalny kredytobiorca nie może posiadać własnego lokum. Zgodnie z nowelizacją, Bank Gospodarstwa Krajowego (BGK) dopłaca 50 proc. kwoty odsetek, naliczonych według stopy referencyjnej.

Łukasz Abgarowicz (PO) zwrócił uwagę na potrzebę budowania mieszkań czynszowych na wynajem. - Trzeba przywrócić zachęty do budowania tego typu mieszkań w sektorze prywatnym - mówił poseł PO.

Szef resortu budownictwa przypomniał, że rząd pomaga osobom, których nie stać na zakup własnego lokum, poprzez budowę mieszkań socjalnych i noclegowni. W ciągu ośmiu lat w Polsce ma powstać ok. 100 tys. takich mieszkań oraz 20 tys. noclegowni. Według Barszcza, zmian wymaga również budownictwo czynszowe, które umożliwiałoby wykup tzw. towarzystw budownictwa społecznego (TBS).

Wojciech Romaniuk (Samoobrona) powiedział w czasie debaty, że potrzebna jest nowelizacja ustawy o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym. - Plany miejscowe w gminach powinny być tworzone kompleksowo, a nie cząstkowo pod konkretną inwestycję, ponieważ to wprowadza chaos przestrzenny - wyjaśnił Romaniuk.

Awatar użytkownika
Orzech

 
Posty: 147637
Ostatnio zalogowany: 23-12-2014
Miejscowość: Wrocław

Postprzez Orzech » Środa, 10 Październik 2007, 10:20

O powstaniu supermarketów zdecydują wójtowie

Placówki handlowe o powierzchni powyżej 400 mkw. muszą uzyskać zezwolenie na prowadzenie działalności gospodarczej. Zdaniem ekspertów ustawa jest niepotrzebna i ogranicza możliwości planowania przestrzennego przez gminy.

Zezwolenia na działalność wielkopowierzchniowych obiektów handlowych udzielał będzie wójt (burmistrz, prezydent miasta) właściwy ze względu na lokalizację obiektu, po uzyskaniu pozytywnej opinii rady gminy (miasta), a w przypadku obiektów powyżej 2 tys. mkw. także po uzyskaniu pozytywnej opinii sejmiku województwa.

Obowiązki przedsiębiorców

Ustawa z 11 maja 2007 r. o tworzeniu i działaniu wielkopowierzchniowych obiektów handlowych (Dz.U. z 2007 r. nr 127, poz. 880) wprowadza również nowe obowiązki dla przedsiębiorców, którzy prowadzą działalność gospodarczą w już istniejących obiektach handlowych o powierzchni sprzedaży przekraczającej 400 mkw. Muszą oni do 18 października uzyskać zezwolenie od wójta właściwego ze względu na położenie obiektu.

- Taka wsteczna ocena to chybiony pomysł. Mam nadzieję, że Trybunał Konstytucyjny nie zostawi na nim suchej nitki - mówi Andrzej Porawski, dyrektor biura Związku Miast Polskich.

- Takich obiektów w Polsce jest ok. 8 tys. Wykonanie rzetelnych pomiarów geodezyjnych w tym czasie jest niemożliwe. Pomiary takie obciążają też finansowo firmę - wyjaśnia Andrzej Faliński, sekretarz generalny Polskiej Organizacji Handlu i Dystrybucji.

- Firmy posiadające kilkadziesiąt czy kilkaset obiektów handlowych muszą złożyć oddzielne wnioski w stosunku do każdego z nich. Pociągnie to za sobą ogromne koszty - dodaje Krzysztof Kajda z Konfederacji Pracodawców Prywatnych Lewiatan.

- Konsekwencją przyjętych rozwiązań jest wydłużenie procedury uzyskiwania pozwoleń związanych z uruchomieniem placówki. Jest to poważna przeszkoda inwestycyjna. Proces inwestycyjny już dziś w Polsce nie jest łatwy - zaznacza Renata Juszkiewicz, dyrektor przedstawicielstwa Metro AG w Polsce i wiceprezes Polskiej Organizacji Handlu i Dystrybucji.

Dodaje, że kapitał zagraniczny, który miał być zainwestowany w duże obiekty, zostanie skierowany w segment mniejszych powierzchni. W tej sytuacji małym sklepom będzie trudno konkurować. Zdaniem Andrzeja Falińskiego wydłużenie procesu inwestycyjnego i nałożenie obciążeń biurokratycznych pogorszy konkurencyjność na rynku.

Ograniczenia w planowaniu

- Gdy gmina zaplanuje w swoim planie zagospodarowania przestrzennego, że w tym konkretnym miejscu można budować obiekty handlowe, to wprowadzanie dalszych ograniczeń w tym zakresie, w szczególności wprowadzenie obowiązku ubiegania się o kolejne zezwolenie, jest ograniczeniem praw planistycznych gmin. Ograniczenia te mogą zatem uniemożliwić właścicielowi gruntu korzystanie z jego terenu zgodnie z istniejącym planem zagospodarowania przestrzennego - wyjaśnia prof. Hubert Izdebski.

Dodaje, że w sytuacji gdy przedsiębiorca ma już działający wielkopowierzchniowy obiekt handlowy, to wójt (burmistrz, prezydent miasta) nie ma innego wyjścia jak udzielenie zezwolenia na działanie tego obiektu.

- Taki przedsiębiorca ma już prawa nabyte i ewentualnie można by go, w określonej sytuacji, wywłaszczyć na podstawie przepisów o gospodarce nieruchomościami za odszkodowaniem. Natomiast w przypadku odmownej decyzji gminy ktoś będzie musiał za to zapłacić. Czy będzie to gmina, która podjęła decyzję, czy Skarb Państwa, w którego imieniu uchwalono takie, a nie inne przepisy, będzie wynikało z orzeczenia sądu - wyjaśnia prof. Hubert Izdebski.

Przed wydaniem decyzji na podstawie ustawy gmina będzie musiała uwzględnić kilka czynników warunkujących uzyskanie zezwolenia. Przykładowo rada gminy w swojej opinii będzie musiała uwzględniać takie przesłanki, jak kształtowanie korzystnych warunków nabywania towarów i usług oraz poprawę jakości obsługi konsumentów.

Złe przepisy

- Ustawa wymienia elementy, które należy uwzględniać przy wydawaniu zezwolenia na działanie wielkopowierzchniowych obiektów handlowych. Są to zwroty niedookreślone. Wydając decyzję, gmina będzie musiała uzasadnić każdą z tych przesłanek. Uzasadnienie odmownej decyzji natomiast będzie wymagało wykazania tego, co gmina rozumie przez każdą przesłankę wymienioną w ustawie z odpowiednim odniesieniem do danych faktów występujących na terenie gminy (miasta). Warto pamiętać, że będzie to podlegało również ocenie sądu administracyjnego - wyjaśnia prof. Hubert Izdebski.

- Związek Miast Polskich od kilku lat niezmiennie wskazuje, że próby wprowadzenia ograniczeń w tworzeniu wielkopowierzchniowych obiektów handlowych w sytuacji, w której setki takich obiektów od dawna istnieją, są nieracjonalne i niezgodne z konstytucją oraz prawem UE - wyjaśnia Ryszard Grobelny prezes ZMP - dodaje, że podobne opinie występują wśród samorządowych miast.

ŁUKASZ SOBIECH

http://www.gazetaprawna.pl/?action=show ... .1.0.1.htm

Awatar użytkownika
Orzech

 
Posty: 147637
Ostatnio zalogowany: 23-12-2014
Miejscowość: Wrocław

Postprzez Orzech » Środa, 10 Październik 2007, 10:48

We wrześniu mieszkania najbardziej zdrożały w Katowicach

DI, PAP
09.10.2007 20:10


Ceny nowych mieszkań we wrześniu najbardziej rosły w Katowicach. Spadły w Łodzi, Trójmieście, Krakowie i Poznaniu - poinformował we wtorek PAP Maciej Dymkowski z portalu mieszkaniowego tabelaofert.pl.
W stolicy Górnego Śląska średnia cena metra kwadratowego mieszkania wzrosła o 2,31 proc. w porównaniu z cenami z sierpnia br. i wyniosła 5 tys. 276 zł.

Ceny mieszkań we Wrocławiu wzrosły we wrześniu o 0,42 proc. - za m kw. mieszkania trzeba było zapłacić średnio 7 tys. 217 zł.

W Warszawie odnotowano wzrost cen o 0,85 proc. - średnia cena m kw. wyniosła 8 tys. 760 zł.
Wśród najdroższych dzielnic w Warszawie ekspert wymienił: Śródmieście, gdzie m kw. mieszkania kosztuje średnio 13 tys. 662 zł, Żoliborz (10 tys. 669 zł), Ochotę (10 tys. 138 zł), Mokotów (9 tys. 848 zł), Wilanów (9 tys. 557 zł) i Wolę (9 tys. 104 zł).
Najbardziej - bo o 3 proc. wobec sierpnia - spadły ceny mieszkań w Łodzi. Średnio metr kwadratowy mieszkania w tym mieście kosztował we wrześniu 6 tys. 125 zł. Spadek cen mieszkań odnotowano też w Trójmieście (o 2,57 proc. do 7 tys. 556 zł za m kw.) i w stolicy Małopolski (o 1,32 proc. do 7 tys. 603 zł za m kw.). W Poznaniu ceny mieszkań spadły o 0,16 proc. i m kw. kosztował średnio 7 tys. 264 zł.

Awatar użytkownika
Orzech

 
Posty: 147637
Ostatnio zalogowany: 23-12-2014
Miejscowość: Wrocław

Postprzez Orzech » Czwartek, 11 Październik 2007, 13:31

POSTĘPOWANIE EGZEKUCYJNE

Opróżnienie lokalu mieszkalnego

Poradnik: kogo i kiedy można eksmitować

Eksmitować wolno nie tylko lokatora wynajmującego cudze mieszkanie, ale nawet właściciela domu. Wystarczy, że przez długi czas rażąco narusza porządek domowy i zmęczeni jego zachowaniem sąsiedzi złożą pozew do sądu.

Wczoraj do domu zakonnego Sióstr Rodziny Betańskiej w Kazimierzu Dolnym wkroczyli komornicy i wezwali przebywające tam nielegalnie siostry zakonne do opuszczenia posesji. Wyroki eksmisji wobec byłych betanek wydał w maju i czerwcu Sąd Rejonowy w Puławach, lecz siostry się do nich nie zastosowały. Dlatego komornicy wraz z policją mają prawo usunąć, nawet siłą, bezprawnie znajdujące się tam osoby.

Kiedy można eksmitować

Eksmitować można tylko osoby, które korzystają z lokalu, nie mając do niego żadnego tytułu prawnego. Może się to wiązać z samowolnym zajęciem cudzego mieszkania, jak również ustaniem stosunku najmu czy użyczenia. Wyjątkowo dopuszczalna jest nawet eksmisja osoby, która posiada uprawnienia do zajmowania lokalu (np. jest jej właścicielem).

Lokator, który utracił prawo do korzystania z mieszkania, ma obowiązek niezwłocznie się z niego wyprowadzić. W zdecydowanej większości przypadków odbywa się to dobrowolnie. Zdarza się jednak, że lokator celowo kontynuuje bezprawne zamieszkiwanie. Wówczas jedynym sposobem na dochodzenie uprawnień właścicielskich jest wystąpienie do sądu z powództwem o przymusowe opróżnienie lokalu. Z takim żądaniem może wystąpić zarówno właściciel lokalu, jak również inne upoważnione do tego osoby.

WAŻNE

Sądem właściwym do rozpoznania sprawy o eksmisję jest sąd rejonowy dla miejsca zamieszkania pozwanego (wydział cywilny). Wnosząc taki pozew, należy uiścić opłatę stałą w wysokości 200 zł.

Gdy lokator nie płaci

Przyczyny wypowiedzenia umów uprawniających do odpłatnego korzystania z mieszkania można podzielić na zależne i niezależne od postępowania lokatora. Najczęściej spotykaną w praktyce przyczyną wypowiedzenia jest zaleganie z zapłatą czynszu lub innych opłat za używanie lokalu (np. opłat za media czy składek na fundusz remontowy). Jeżeli lokator zalega z płatnościami co najmniej za trzy pełne okresy rozliczeniowe, właściciel ma prawo pisemnie powiadomić go o zamiarze wypowiedzenia najmu i ma obowiązek wyznaczyć dodatkowy termin do uregulowania zaległości.

Lokator musi się też liczyć z wypowiedzeniem umowy najmu, gdy rozporządza mieszkaniem bez wymaganej zgody właściciela. Chodzi tutaj o przypadki wynajęcia, podnajęcia lub oddania do bezpłatnego używania lokalu osobom trzecim.

Przyczyny wypowiedzenia umowy najmu mogą być również niezależne od postępowania lokatora. Rozwiązanie stosunku prawnego jest dopuszczalne, np. gdy osoba używa lokalu, który wymaga opróżnienia w związku z koniecznością rozbiórki lub remontu budynku.

WAŻNE

Brak tytułu do zajmowania mieszkania nie zwalnia lokatora od obowiązku płacenia za korzystanie z niego. Wtedy zamiast czynszu powinien płacić właścicielowi odszkodowanie.

Eksmisja na wniosek sąsiada

Zgodnie z ustawą o ochronie praw lokatorów lokator lub właściciel innego lokalu znajdującego się w tym samym budynku może żądać eksmisji innego lokatora. Powodem takiego żądania może być rażące i uporczywe łamanie porządku domowego, które to zachowanie utrudnia korzystanie z innych lokali znajdujących się w budynku. W tym celu musi złożyć do sądu pozew o rozwiązanie stosunku prawnego uprawniającego lokatora do używania mieszkania wraz z żądaniem opróżnienia nieruchomości. Jednocześnie musi wykazać, że zakłócanie porządku domowego jest rażące (o dużym nasileniu złej woli) lub uporczywe (często powtarzające się mimo upomnień). Mało tego, dodatkowo utrudnia zamieszkiwanie. Taka uciążliwość nie musi jednak oznaczać niemożliwości zamieszkiwania.

Powództwo o nakazanie eksmisji w wyroku sądowym może wytoczyć także sam współlokator. Żądanie to może być skierowane w stosunku do innych uprawnionych do korzystania z tego samego mieszkania, a w szczególności do małżonka lub byłego małżonka lokatora. Podstawą do wytoczenia powództwa współlokatorowi może być tutaj jedynie jego rażąco naganne zachowanie, które uniemożliwia wspólne zamieszkiwanie. Naruszanie porządku domowego musi być wielokrotne i charakteryzować się szkodliwością dla innego współlokatora. Dodatkową konsekwencją dla współlokatora, który znęca się nad rodziną, oprócz wydania wyroku eksmisyjnego, jest odebranie uprawnień do lokalu socjalnego. Znęcanie się nie musi być stwierdzone wyrokiem skazującym.

Z podobnych powodów do eksmisji współlokatora może także dojść w wyniku postępowania rozwodowego. Z oczywistych względów chodzi tutaj wyłącznie o byłego małżonka.

WAŻNE

Lokator lub właściciel innego lokalu znajdującego się w tym samym budynku może żądać eksmisji innego lokatora. Powodem takiego żądania może być rażące i uporczywe łamanie porządku domowego.

Wykonanie wyroku

Osoba bezprawnie zajmująca lokal powinna go opuścić zaraz po wydaniu wyroku eksmisyjnego. Jeżeli nie chce tego zrobić, właściciel mieszkania powinien zwrócić się do sądu o nadanie wyrokowi klauzuli wykonalności i z takim orzeczeniem udać się do komornika. Wtedy komornik wyznacza osobie zobowiązanej do opróżnienia lokalu mieszkalnego termin, do którego ma wydać nieruchomość. Jeżeli dłużnik tego nie zrobi, organ egzekucyjny może zastosować środki przymusu potrzebne do wprowadzenia właściciela lokalu w posiadanie. W tym celu powinien skorzystać z pomocy policji.

WAŻNE

Od 5 lutego 2005 r. polskie prawo zakazuje tzw. eksmisji na bruk. Komornik musi wstrzymać opróżnienie lokalu do czasu, gdy dłużnikowi, który nie posiada prawa do lokalu socjalnego, nie zostanie udostępnione pomieszczenie tymczasowe lub gdy dłużnik znajdzie takie pomieszczenie.

Wyprowadzka razem z rodziną

Jeżeli termin wyznaczony przez komornika upłynął bezskutecznie i dłużnik nie opróżnił lokalu mieszkalnego, na komorniku ciąży obowiązek dokonania wszystkich czynności, które umożliwią wprowadzenie wierzyciela w posiadanie. Do tych czynności niewątpliwie należy usunięcie z mieszkania także innych osób zajmujących je wspólnie z eksmitowanym lokatorem.

Zgodnie z przepisami kodeksu postępowania cywilnego, prowadzący egzekucję na podstawie tytułu wykonawczego komornik ma obowiązek usunąć z niego dłużnika oraz osoby zajmujące wspólnie z nim lokal. Nie może tego zrobić jedynie wtedy, gdy przedstawią dokumenty, które poświadczą, że ich uprawnienie do korzystania z lokalu wynika z tytułu prawnego niepochodzącego od eksmitowanego. Jednak w przypadku opróżnienia lokalu służącego zaspokajaniu potrzeb mieszkaniowych komornik może wykonać eksmisję tylko wobec osób wymienionych w tytule wykonawczym. W związku z tym wyłączona tutaj została możliwość rozszerzenia zakresu podmiotowego eksmisji na wszystkie osoby korzystające z lokalu.

WAŻNE

W razie uwzględnienia powództwa o eksmisję obowiązane do opróżnienia lokalu mogą być jeszcze inne osoby niewystępujące w sprawie w charakterze pozwanych. Wówczas sąd wzywa właściciela mieszkania, żeby w wyznaczonym terminie oznaczył te osoby w taki sposób, żeby to wezwanie do eksmisji było możliwe.

Usuwanie zwierząt i rzeczy

W trakcie postępowania w sprawie opróżnienia lokalu mieszkalnego dochodzi do usunięcia rzeczy należących do dłużnika. Komornik przeprowadzający egzekucję usuwa ruchomości niebędące przedmiotem egzekucji i oddaje je eksmitowanemu. W razie nieobecności dłużnika rzeczy pozostawia osobie dorosłej spośród domowników, a w przypadku gdyby i to było niemożliwe, ustanawia dozorcę.

Za rzecz nie mogą być uznawane zwierzęta należące do dłużnika. Dlatego też zwierzęta mogą być usuwane z lokalu mieszkalnego tylko przy uwzględnieniu humanitarnego traktowania, a także należy im zapewnić możliwość egzystencji, zgodnie z potrzebami danego gatunku zwierzęcia i jego wieku. Zwierzętom domowym należy zapewnić pomieszczenia chroniące je przed zimnem, upałami i opadami atmosferycznymi, odpowiednią karmę i dostęp do światła oraz wody.

WAŻNE

Dozorca ma prawo wezwać dłużnika do odebrania rzeczy w wyznaczonym przez niego terminie. Nie może być on jednak krótszy niż 30 dni. Jeżeli dłużnik nie odbierze ruchomości, sąd na wniosek dozorcy i po wysłuchaniu dłużnika nakazuje ich sprzedaż.

5 mkw. minimalna powierzchnia lokalu socjalnego przypadająca na członka eksmitowanej rodziny

23,5 tys. eksmisji z prawem do lokalu socjalnego wykonano w latach 2000-2006

200 zł trzeba zapłacić składając pozew o eksmisję

Adam Makosz

Image

http://www.gazetaprawna.pl/?action=show ... .1.0.1.htm

Awatar użytkownika
Orzech

 
Posty: 147637
Ostatnio zalogowany: 23-12-2014
Miejscowość: Wrocław

Postprzez Orzech » Czwartek, 11 Październik 2007, 17:55

Milion mieszkań nadaje się do wyburzenia

kar, PAP2007-10-11, ostatnia aktualizacja 2007-10-11 16:49


Około milion mieszkań nadaje się do wyburzenia - powiedział w czwartek wiceminister budownictwa Piotr Styczeń. Dlatego budowa co najmniej miliona mieszkań musi być silnie dotowana z budżetu państwa.

Odnosząc się do wyborczego hasła "trzech milionów mieszkań" wiceminister podkreślił, że w programie Prawa i Sprawiedliwości sprzed dwóch lat znalazło się sformułowanie, że "w Polsce potrzebne jest wybudowanie 3 mln mieszkań", a nie deklaracja ich budowy. Zdaniem Stycznia, w Polsce rynek popytowy jest w stanie pochłonąć między 1,5 mln a 1,8 mln mieszkań, a pozostałe - jak mówił - musiałyby wymagać "ogromnych dotacji ze strony budżetu państwa, aby ta grupa popytowa pojawiła się na rynku i efektywnie zagospodarowała" kolejne 1-1,2 mln mieszkań.

Jednak - jak zauważył wiceminister - ta druga grupa mieszkań jest niezwykle ważna z punktu widzenia wymiany zasobów mieszkaniowych, ponieważ ok. 0,8-1,2 mln obecnych mieszkań to lokalne nadające się do stopniowego wyburzenia lub poważnego remontu. W efekcie mają powstać nowe lub wyremontowane mieszkania o wyższym niż dotąd standardzie.

Styczeń przypomniał, że rząd za pośrednictwem gmin pomaga tym, których nie stać na zakup własnego lokum, poprzez budowę mieszkań socjalnych. W ciągu ośmiu lat w Polsce ma powstać ok. 100 tys. takich mieszkań. Budżet dopłaci do tego ok. 2,5 mld zł. Po 10 latach gminy będą mogły sprzedać budynki z mieszkaniami socjalnymi, w zamian budując nowe.

Resort budownictwa planuje także reformę działalności Towarzystw Budownictwa Społecznego (TBS), ponieważ reguły tam obowiązujące są zbyt sztywne. Chodzi o to, aby w perspektywie czasu lokatorzy mieli możliwość pozyskania lokali na własność. Mieszkania z TBS mogłyby też być przedmiotem transakcji na rynku wtórnym.

Styczeń szacuje, że dotychczas wpłynęło ok. 60-100 tys. wniosków o przekształcenie spółdzielczych praw do lokali w pełną własność. Wniosków nie składają m.in. ci lokatorzy, którzy są zadłużeni. Problemami w realizacji umożliwiającej zmiany ustawy są m.in. trzymiesięczny okres na podpisania wszystkich aktów notarialnych oraz sprostanie terminowi zmian w statutach spółdzielni. Najsprawniej - według wiceministra - proces przebiega w północnej i zachodniej Polsce.

Tylko 3 tys. rodzin skorzystało z kredytów z dopłatą

Niespełna 3 tys. rodzin skorzystało dotychczas z kredytów mieszkaniowych, w których spłacie pomaga budżet państwa - wynika z danych resortu budownictwa. W listopadzie ma ruszyć kampania promująca tę formę publicznego wsparcia w nabywaniu mieszkań.

Resort pracuje także nad zmianą zasad udzielania takiej pomocy, aby limitowane były nie koszty związane z nabyciem mieszkania, ale wartość kredytu. Być może po raz pierwszy warunki te będą zróżnicowane w zależności od regionu Polski.

"Dane spływają ze sporym opóźnieniem, ale szacunkowo można powiedzieć, że między marcem, kiedy pojawiła się taka możliwość, a październikiem, mamy niespełna 3 tys. udzielonych kredytów. Przypomnę, że tzw. ustawa Marka Pola (b. minister infrastruktury w rządach SLD - PAP) skonsumowała niecałe 300 kredytów w okresie 2 lat" - mówił w czwartek w Rudzie Śląskiej wiceminister budownictwa Piotr Styczeń.

W jego ocenie, rozwiązania zawarte w ustawie o finansowym wsparciu rodzin w nabywaniu własnego mieszkania "starły się z rynkiem", a ten wygenerował w ostatnim czasie poważny wzrost kosztów budowy. Spowodowało to konieczność zwiększenia tzw. wskaźnika odtworzeniowego, branego pod uwagę przy załatwianiu kredytu.

Wiceminister przyznał, że wiele osób woli skorzystać ze zwykłego kredytu, bez budżetowych dopłat, ze względu na prostsze procedury i mniejsze obostrzenia. Aby dostać kredyt z dopłatą nie można np. posiadać żadnego lokalu lub prawa do niego. Wielu potencjalnych kredytobiorców ocenia także, że kredyt z dopłatami im się nie opłaca. Ma to zmienić zaplanowana na listopad kampania promocyjna Banku Gospodarstwa Krajowego (BGK).

"Przy 150-tysięcznym kredycie w złotówkach, zaciągniętym przez biorcę kredytu hipotecznego, dopłaty państwa w ciągu ośmiu lat sięgają wielkości wynikającej z obowiązującej kiedyś tzw. dużej ulgi budowlanej, tj. ok. 30 tys. zł w postaci dopłat do odsetek. Uważam, że to bardzo dobra kwota i gdyby tylko wzmocnić to medialnie, na pewno przebije się do świadomości" - powiedział Styczeń.

Dodał, że na razie m.in. z powodów budżetowych nie jest możliwa rezygnacja z ograniczenia kosztów nabywanych mieszkań do wyznaczonego wskaźnika, przy jednoczesnym ograniczeniu wielkości zaciągniętego kredytu, dotowanego przez państwo. Jednak docelowo resort myśli o takim rozwiązaniu; chce je zaproponować nowemu rządowi. Dziś kredyt może mieć dowolną wysokość, ale ceny są limitowane.

Awatar użytkownika
Orzech

 
Posty: 147637
Ostatnio zalogowany: 23-12-2014
Miejscowość: Wrocław

PoprzedniaNastępna

Dodaj komentarzDodaj wiadomosc

Aby napisać odpowiedź zaloguj się. Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Powróć do Gospodarka

Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zarejestrowanych użytkowników oraz 2 gości

cron facebook